Wszystkie wpisy, których autorem jest Marzena

Zwrot inwestycji

20161009_110307m

Przez niemal każdą rozmowę o budownictwie energooszczędnym przebija się  wątek „czasu zwrotu z tej inwestycji”, jakby koniecznie ta inwestycja musiała się zwrócić. Czyżby? Według mnie to nie jest tak oczywiste, ponieważ za pewne towary jesteśmy gotowi zapłacić więcej z różnych powodów: w imię wygody, komfortu czy prestiżu i raczej nie zastanawiamy się, kiedy nam się to zwróci. Większość z nas pewnie nie pogardziłaby wygodnym samochodem (nie zwróci się nigdy, chyba że spojrzymy na to przez pryzmat zaoszczędzonych nerwów w trakcie wielu godzin spędzonych w podróży), tak samo jak nie zastanawiamy się nad tym, czy warto przejść się do kina albo kupić sobie nowe buty do biegania. Luksus lub po prostu komfort to coś, do czego każdy z nas podświadomie dąży i do czego bardzo łatwo się przyzwyczaja. A jak już się przyzwyczai, to może skupić swą uwagę na sprawach jeszcze ważniejszych i jeszcze ciekawszych.  To taka drobna refleksja z dzisiejszego biegania, kiedy musiałam się przyjrzeć swoim butom i stwierdzić, że czeka mnie w tym temacie „inwestycja”:).

To, co bardzo chciałabym przekazać , to myśl, że suche wyliczanie finansowych korzyści z energooszczędności jest pomyłką w przypadku domu, w którym mamy mieszkać z najbliższymi. Czasem wystarczy zwykłe przegrupowanie wydatków by móc sobie pozwolić na prawdziwy komfort.

Na wszelkie argumenty dotyczące potrzeby kredytowania inwestycji odpowiem, że jeśli nie zainwestujecie rozsądnie w skorupę budynku, to będziecie musieli wydać więcej na utrzymanie domu. To moim zdaniem jest obarczone dużo większym ryzykiem, bo ceny mediów potrafią wariować. Przykład: ostanie pogłoski o wzroście cen za wodę rzędu 30%. Kredyt w złotówkach póki co jest jednak bardziej przewidywalny. Tak samo jak nasze życie i zdrowie, kiedy jesteśmy młodzi- być może warto wydać więcej w szczycie formy i nie obarczać się wysokimi rachunkami na stare lata? Trzeba też dodać, że wybór skupienia wydatków na materiałach domu, a nie systemie grzewczym to trwalsze rozwiązanie- nie wymaga dużych nakładów konserwacyjnych, wymiany co ileś lat- na życie nasze i naszych dzieci na pewno wystarczy..

Oczywiście nie twierdzę, że każdy powinien zastanowić się nad wybudowaniem domu pasywnego, niemniej jednak mamy w tym temacie bardzo duże możliwości i zaległości. Ilość ocieplenia jest ważna- to dociera już całkiem dobrze do większości z nas. Kolejne kroki to szczelność budynku i przemyślana wentylacja. I staranność fachowców, najważniejsza na każdym etapie :). Drobnymi krokami można wpłynąć na jakość mieszkania i zatrzymanie jak największej porcji energii wewnątrz budynku.  Wbrew pozorom to nie jest walka o idee tylko zapewnienie sobie naprawdę lepszego życia: w zdrowych, jednolitych i stabilniejszych temperaturach.

Kolejnym, mało akcentowanym aspektem budownictwa energooszczędnego jest fakt, że taki dom mało zależny w funkcjonowaniu od mediów, można wybudować niemal wszędzie. Zwróćcie na to uwagę: nikt mnie nie pytał, ile zaoszczędziłam na działce decydując się na dom energooszczędny, a tu oszczędności były naprawdę znaczne. W naszym konkretnym przypadku zakup działki w dobrej okolicy, ale bez mediów, był na tyle niższy niż wartość działki uzbrojonej w okolicy, że z nawiązką pokryłby wszelkie inwestycje w energooszczędność.

Na koniec jako matka muszę wspomnieć o wpływie domu na zdrowie rodziny, bo to uległo w ciągu roku mieszkania w nowym miejscu tak znacznej poprawie, że nie może być dziełem przypadku. Jakim cudem mogłabym skupić się na cyfrowym ubieraniu inwestycji w energooszczędność i jak mogłabym wyliczyć wszystkie wymienione aspekty ?

 

 

PODSUMOWANIE pierwszego roku mieszkania

 

post1

Ani się obejrzeliśmy i pierwszy rok mieszkania za nami. A tyle jeszcze detali do dokończenia… tyle do dokupienia…ehh.. .

Odkąd wprowadziliśmy się do domu, zdecydowanie bardziej żyjemy życiem rodzinnym, sprawami dzieci, ogrodu, utrzymania, pracy … i tym sposobem wnętrze ma wciąż kilka brakujących detali, czekających na uzupełnienie w „lepszych czasach”:).  Detali na tyle nieistotnych, że nie zawracamy sobie nimi na razie głowy, ciesząc się z nowej jakości życia w wymarzonym miejscu. Nie powiem, przyjemnie jest pisać ten post na tarasie, z lampką wina pod ręką, słuchając ciszy natury w ten spokojny miły wieczór, będący zwieńczeniem kolejnego upalnego dnia lata.

A skoro mowa o upałach, to zdam relację z obecnie panujących u nas temperatur. Tak, jak się obawiałam- startujemy z zupełnie innego pułapu niż poprzedniego lata. Tym razem dom jest dogrzany po sezonie grzewczym, dlatego łatwiej w czasie upałów podniosła się temperatura wewnątrz do 24-25stopni. To wciąż bardzo dobry wynik, ale przyznać trzeba, że 25 stopni jest na granicy akceptowalnego przez nas komfortu, dlatego zaczęliśmy przywiązywać wagę do tego, by nie przegrzewać niepotrzebnie domu. Skutkiem tego zaczęliśmy pilnować bardziej zamykania drzwi balkonowych- z tym bywało różnie, łatwo wpadało do nas gorące powietrze. Pilnujemy też wentylacji- w ciągu dnia ustawiając ją na optymalnym minimum (bywa ono różne; nie zmieniliśmy swoich przyzwyczajeń i wciąż lubimy gościć się ze znajomymi, przez co często gotujemy wtedy, gdy należałoby zadowolić się chłodnikiem np…:) ). Nasze dzieci odziedziczyły po nas miłość do towarzystwa, co sprawia, że w domu sporo się dzieje. Upał czy nie- piekarnik pracuje, pieką się babeczki, gofry- na brak zysków bytowych nie narzekamy:). Zatem ciężko mówić tu o jakiejś dyscyplinie- ot, życie- w pełnej swej krasie… a my możemy jedynie minimalnie zoptymalizować schemat nagrzewania domu…

Przy obecnych upałach wieczorami niemal codziennie mocno wietrzymy, zazwyczaj wentylacją, cały dom. To pomaga. I to właściwie całe nasze zaangażowanie w chłodzenie domu… plus optymalne ustawianie żaluzji fasadowych od strony wschodniej i zachodniej… Cóż poradzić, jeśli się chciało mieć 23 stopnie w zimą i wiosną- to teraz nijak nie da się osiągnąć 20 stopni latem bez klimatyzacji… taka ironia losu :).

Na sezon grzewczy zużyte zostało u nas 1097kWh, co daje przeliczając x0,7 : 768zł. Ogrzewanie zaczęło się załączać częściej w listopadzie, dlatego można przyjąć, że sezon grzewczy trwał u nas 5 miesięcy z różnym natężeniem. Nasze rachunki za prąd (jedyne jeśli chodzi o media) wynosiły od 200 do 500zł miesięcznie. Uwzględniały pracę pompy do studni głębinowej (własne ujęcie wody) zatem można je połączyć z klasycznymi rachunkami za wodę.

Na co dzień (niemalże) korzystaliśmy z kominka, zużywając łącznie 5m3 drewna. Trzeba zaznaczyć, że 4m3 z tej ilości (tak, wiemy, jak bardzo to było bez sensu, ale człowiek uczy się na błędach;) ) to był zupełnie mokry i niewysezonowany dąb, którego nie można było rozpalić… dlatego ciężko wyliczyć jego udział w ogrzewaniu domu. Na drewno wydaliśmy 800zł. Daje to łącznie wydatek na ogrzewanie na cały rok 1568zł. W przyszłym roku będziemy mieli lepsze drewno… i być może nie będziemy tak często palić w kominku…zobaczymy:).

Temperatury w domu zimą oscylowały w granicach 21-22 stopni, a średnia z sezonu grzewczego to ok. 22,5 stopnia (wyższa zapewne z powodu miejscowego działania kominka ).

Nie odnotowaliśmy problemów z przesuszonym powietrzem- to by było u nas trudne z racji wspomnianych zysków bytowych; prania, prasowania itp…

Wiosną bardzo dużo dawało nam nasłonecznienie naturalne- podniesienie żaluzji wywoływało ten sam efekt temperaturowy w ciągu dnia, co załączenie ogrzewania podłogowego…

Podsumowując jesteśmy zadowoleni z panujących u nas temperatur. Jedna sprawa zastanawia i została do sprawdzenia: temat ogrzewania podłogowego… czy dałoby sobie radę bez zysków słonecznych lub kominkowych i nie musiało bez wsparcia pracować niemalże non stop- bo takie mamy wrażenie- ale musimy to jeszcze sprawdzić przy najbliższej nadarzającej się okazji, tj. zimą:). Gdyby tak miało być, to tych kWh mogłoby nam się namnożyć …

Tymczasem możemy z zadowoleniem zamknąć pierwszy rok mieszkania, nie tylko pod kątem zapewnionego komfortu, ale także ze względów finansowych..:).

Ten post będzie zapewne ostatni, bo jak wiecie, nie ma już co pisać o budowie- ta jest za nami. Baardzo dziękujemy wszystkim czytelnikom za uważne śledzenie naszej budowy- nie raz docierały do mnie wzruszające informacje nt ilości stałych czytelników, które dodawały otuchy w chwilach większego zmęczenia i motywowały do dalszego pisania wieczorami i nocami pomimo całego dnia spędzonego na budowie. Jak niektórzy zdążyli przekonać się  na własnej skórze- budowa domu to bardzo szczególny okres w życiu- trochę jakby etap inicjacji, sprawdzenia się w trudnym czasie, „egzamin z życia” w pigułce, bo wymagający dużego zaangażowania. Przecież mało kto buduje dom dla samego siebie- zazwyczaj robi to dla swojej rodziny, która musi cierpliwie znieść trudy tej budowy. Niełatwa sprawa;). Za to przeprowadzka i nowe życie w zaprojektowanym przez siebie miejscu- to przyjemność bezcenna – którą zdecydowanie wszystkim polecam:).

 

Dom Światłem Malowany

Po dłuższej przerwie z przyjemnością opowiem o dzisiejszych wydarzeniach. Rzutem na taśmę uzupełniliśmy niedobory świetlne w całym domu… prawie, bo w jednej szafie wciąż brakuje zasilacza do podświetlenia drążka, ale to już zupełny detal;).

Kilka dodatkowo podświetlonych miejsc zupełnie zmieniło cały budynek, przynajmniej ja mam takie wrażenie, na świeżo:). Zarówno w środku  jaki i z zewnątrz; brakowało np. delikatnego, rozproszonego podświetlenia w rejonie telewizora- teraz już jest:

20160114_172955_resizedm

Mamy jeszcze choinkę … jak widać- dzieci nie pozwalają jej rozebrać, choć uschła na wiór, wciąż dobrze się prezentuje… jest na prawie całą wysokość pomieszczenia:)

Luźno rzucona za szafką taśma led stworzyła całą świecącą dość delikatnie płaszczyznę, dodała klimatu. Brakowało mi jej:).

W przedsionku elektryk zajął się wnętrzem szaf, a oprócz tego wnęka przy przyszłym siedzisku zyskała podświetlenie akcentujące:

20160114_173735_resizedm

Podświetlona wnęka odbija się w wbudowanej szafce lustrzanej, naszej apteczce.

Z zewnątrz dom już nie tonie w mrokach naszej niedoświetlonej wsi, mam nadzieję, ze teraz będzie trochę bardziej widoczny z daleka- do tej pory bywały problemy z dojrzeniem budynku po zachodzie słońca:). Taśma led dokoła bramy garażowej z powodzeniem oświetla cały podjazd, a liniowe lampy na tarasie dodały mały wyrafinowany smaczek- detal, który mnie bardzo się podoba:

20160114_163025_resizedm

gotowe lampy leżą na dwuteownikach tworzących konstrukcję nośną daszku; idealnie wpasowują się w zadaną szerokość

20160114_163111_resizedm

I jeszcze ujęcia, które wałkujemy po wielokroć:) :

20160114_162914_resizedm

20160114_162947_resizedm

Uff… Teraz mam poczucie, że zostało dosłownie kilka detali…. i dom będzie wykończony w stopniu satysfakcjonującym:).

Komplet nagrań tv z naszej budowy

Pojawiło się kilka nowych wątków nagraniowych, na tydzień przed kręceniem ostatniego odcinka z Murator.tv zbieram w całość:

Relacja z otwarcia Saint Gobain

Nagranie Krajowej Agencji Poszanowania Energii

I nagrania telewizji Murator począwszy od najnowszych; patrzę na tą listę i nie mogę się nadziwić- uzbierało się sporo:

Opowiadam o budowie na spotkaniu Forum Muratora 2015

Stan surowy na naszej budowie

Zakończenie budowy, relacja z otwarcia

Ogrzewanie- wywiad z dr. Firlągiem

Wentylacja mechaniczna- wywiad z dr. Firlągiem

Wentylacja mechaniczna + kominek

Test szczelności

Ściany działowe

Trudny element domu pasywnego? Okna

Czym się różnią domy pasywne od zwykłych domów?

Ocieplenie ścian: 40cm wełny; druga warstwa

Ocieplenie ścian: pierwsza warstwa wełny.

Izolacja akustyczna podłogi i stropów

Ocieplenie ścian wełną- praktyczne wskazówki

Kronika budowy: wreszcie mamy okna

Izolacja dachu

Izolacja dachu płaskiego: montaż

Kronika budowy: Jarosław… o małżeństwie

Ogrzewanie: kable elektryczne

Okna do domu pasywnego

Projekt

NF15- dom pasywny z dofinansowaniem

Ogrzewanie i… kominek

Dziennik Marzeny w deszczu- płyta fundamentowa

Płyta fundamentowa

Izolacja płyty fundamentowej: xps

Spotkanie Forumowiczów Muratora

70d0e650d671e9eam

W zeszłą sobotę, w dostojnej scenerii Pałacu Prymasowskiego, odbyło się rewelacyjnie zorganizowane spotkanie forumowiczów Muratora. Na około 200 uczestników czekał bogato przygotowany program „merytorycznie, rozrywkowo i towarzysko”, suto zastawione stoły i gotowe do spożycia trunki. Spotkanie trwało 6 godzin, a program spokojnie mógłby wypełnić 2 razy więcej czasu; trzeba było wybierać, w której sali chce się być „bardziej”:). To wszystko w więcej niż serdecznej i rodzinnej atmosferze, okraszonej ciekawością fizyczności osób, które w większości znało się jedynie z forumowych „nicków”. Była także duża grupa osób będących na forum Muratora od momentu jego powstania, tj od 2001roku; to niesamowite, zwłaszcza jak pomyśli się, że wtedy połączenie z internetem następowało jedynie „przez tepsę” a impulsy nabijały się z bezlitosną regularnością; pamiętacie te czasy bez wi-fi? :).

Była też duża dawka emocji i refleksji dla mnie. W sali balowej , przy luźniejszych tematach i programie bliższym rozrywkowemu, w tle na telebimie wyświetlane były filmy telewizji Murator,  z czego większość to te nakręcone na naszej budowie. Przyznać muszę, że to uświadomiło mi, jak dużo procentowo czasu i zaangażowania kosztowało to twórców. Wyjątkowo wzruszająca chwila, jedna z tych, które zostaną pewnie na zawsze we wspomnieniach.

Był też niezmiernie ciekawy panel dyskusyjny z prezentacjami osób budujących. Wiele przemyśleń dały opowieści o zmaganiach, o wymiarze budowania pomimo przeciwieństw losu, chorób, tragedii, a z wszystkich tych historii wynikał jeden wspólny mianownik: optymizm i wiara w marzenia. Ja oczywiście także opowiedziałam o naszej budowie, rozwijając dyskusję specyfiki budowy domu energooszczędnego i nadając swojej prezentacji tytuł: „Dom pasywny… zbudować każdy może”, trochę przewrotnie, ale skoro nam się udało, to chyba każdy może tego dokonać, troszcząc się po drodze o jakość wykonania:).

Tu relacja ze spotkania:

Spotkanie Forum Muratora

 

Formalności do dotacji z NFOŚiGW

zdjecie-dokumentacja

Uff… wszelkie formalności dotyczące dotacji- załatwione. Czekam jedynie na uprawomocnienie zgłoszonego zakończenia budowy w  Nadzorze Budowlanym i będzie można uruchomić procedurę przelewu środków z dofinansowania. Okazało się, że  ilość dokumentów do zgłoszenia zakończenia budowy to promil potrzebnych materiałów do dotacji, jakie musi zgromadzić inwestor. Lekko nie jest- może coś się zmieni w przyszłości w wymaganiach, a na razie trzeba udowodnić każdy zakup, do każdego produktu mieć aprobatę techniczną (dotyczy materiałów termoizolacyjnych, okien, drzwi i wszystkich innych, które wpływają na osiągnięcie parametrów cieplnych). Dla mnie jasnym jest, że nie kupiłam i nie mogłam kupić okna na rynku od wschodnich przyjaciół, a skoro kupiłam legalnie, to produkt musi posiadać aprobatę i jest to obowiązkiem producenta/ dystrybutora. Niestety konieczność udawadniania wszystkich tych spraw leży po stronie beneficjenta, tak jak tworzenie odpowiedniej dokumentacji fotograficznej…

Jeśli ktoś zamierza starać się o dotację, to powinien zabrać się za gromadzenie odpowiednich dokumentów od razu po zakończeniu budowy (w budowie z kredytem dotowanym jest obowiązek podania takiej daty). Czasu jest zupełnie niewiele, choć wydawałoby się, że 3 miesiące to sporo. Zdecydowanie temat pierwszy (bo najdłuższy) to inwentaryzacja geodezyjna powykonawcza z ewentualnymi rysunkami zamiennymi, jeśli były jakiekolwiek zmiany w zagospodarowaniu działki (nawierzchniach, utwardzeniach, kształcie tarasu czy lokalizacji urządzeń: szamba, studni, śmietnika). Nasza zajęła geodecie ponad 2 tygodnie, a potem zaczęła nabierać walorów czasowych w starostwie. Gdybym nie wnioskowała o przyspieszenie zatwierdzania mapy i osobiście nie stawiła się z interwencją u geodety powiatowego i nie przedstawiła przekonującego argumentu, by prace przyspieszyć, to mapka wpadłaby w moje ręce po jakichś 2 miesiącach od jej zlecenia. Czas niestety jest nieubłagany, a terminy zobowiązują…

Zdobycie koniecznych do zakończenia budowy protokołów odbiorczych i pomiarów nie było specjalnie kłopotliwe ani czasochłonne. Dlatego jak tylko zdobyłam mapę, z gotowymi protokołami ( w tym z papierem od kierownika budowy), projektem i decyzją o pozwoleniu na budowę (te do wglądu) mogłam zgłosić w Nadzorze Budowlanym zakończenie budowy. Do dotacji niestety musi być ono prawomocne, dlatego trzeba odczekać ustawowy czas na ew. uwagi/ sprzeciw i dopiero można udać się do banku. Nim to jednak nastąpi, należy zebrać stosik wydruków, potwierdzeń, aprobat i innych dokumentów potwierdzających parametry dobranych materiałów i urządzeń (patrz czarny segregator na zdjęciu, jest w nim ilość kartek o grubości ryzy papieru) i z cisnącym się na usta subtelnym pytaniem o aspekt ekologiczny tej procedury przedłożyć wszystko weryfikatorowi drugiego etapu. I tu zaskoczenie- okazało się, że wymagane „Świadectwo charakterystyki energetycznej budynku” to nie jest to świadectwo, które posiadam, gdyż było przygotowane na etapie projektu, tylko potrzebne jest nowe, z kalkulacjami  wszelkich prac budowlano- instalacyjno- termoizolacyjnych  i ma być zgodne z „wymaganiami programu dopłat”. Co ciekawe, pierwsze świadectwo jest zgodne „z metodyką rozporządzenia” i daje inne wartości dla budynku. Dodam, że zmieniliśmy tylko model rekuperatora na bliźniaczo podobny w parametrach, zatem nie chodzi tu o jakieś rozbieżności rzeczywiście użytych materiałów względem projektowanych, jedynie o „metodykę liczenia”.

Kiedy weryfikator drugiego etapu przeanalizuje otrzymane materiały i zatwierdzi – sporządza listę sprawdzającą, z którą to w ostatecznym akcie należy udać się do banku i przedłożyć wraz z „Protokołem końcowym odbioru Przedsięwzięcia” (uwaga, ten kwit podpisuje także kierownik budowy i ew. inspektor nadzoru, warto go od razu przedłożyć kierownikowi z dokumentami dla nadzoru budowlanego), nowym „Świadectwem energetycznym” i poświadczonym „Zgłoszeniem zakończenia budowy” (z deklaracją własną, że jest prawomocne) lub „Pozwoleniem na użytkowanie”  oraz z „Oświadczeniem o niewykorzystywaniu efektu Przedsięwzięcia w działalności gospodarczej”. Po tym pozostaje czekać na przelew środków na konto zaciągniętego kredytu. Proste, prawda?:). To powiem Wam, że mnie przydałyby się jeszcze z 2 miesiące, żebym mogła bez stresów po kolei zdobyć wszelkie dokumenty. Ustalone 3, z czego w naszym przypadku 2 pierwsze przypadły na sezon wakacyjny, to dla mnie zdecydowanie było za mało- brak tu miejsca choćby na najdrobniejsze wydłużenie urzędniczych formalności.

 

 

 

Automatyka

odpowiednia dawka nasłonecznienia w jadalni o poranku

odpowiednia dawka nasłonecznienia w jadalni o poranku

20150919_091318_m

Choć automatyka nie jest obowiązkowa w budynku i można traktować ją jako luksus- ja nie miałam wątpliwości, że chcemy ją mieć, przynajmniej w bardzo okrojonej wersji. Bynajmniej nie chodziło nam o włączanie się ekspresu do kawy rano, w porze wstawania. Najważniejsza jej zaleta, to zintegrowanie wszystkich podsystemów i sterowanie nimi za pomocą jednego urządzenia. To kwestia nie do przecenienia,  kiedy policzymy, że przy wyjątkowym pechu i braku koordynacji moglibyśmy mieć: osobne piloty do bramy garażowej, bramy i furtki w ogrodzeniu i alarmu; osobne sterowanie podlewaniem ogrodu, wentylacją, żaluzjami, ogrzewaniem, oświetleniem. Okiełznanie tych wszystkich systemów i co gorsza- dobre sterowanie nimi mogłoby graniczyć z cudem:). Do tego nie współpracowałyby one w sposób zależny, zatem ich obsługa byłaby trudniejsza, mniej wygodna i mniej skuteczna.  Inwestując w centralę do automatyki, tworzymy z sieci w budynku, zestawu czujników i sensorów jeden spójny system, który ma optymalizować obsługę i dostosować ją do przyzwyczajeń i trybu życia domowników. Mogę podać wiele różnych przykładów z naszego życia wziętych, aby zobrazować, jak bardzo to narzędzie bywa pomocne na co dzień. Na przykład kontaktrony  ukryte w oknach i drzwiach zewnętrznych nie pozwolą uzbroić w pełni alarmu, jeśli któreś okno/ drzwi są otwarte. Stanowią też źródło informacji dla sterowania żaluzjami fasadowymi; jeśli otwieramy okno tarasowe- żaluzje automatycznie podniosą się. A jeśli w porze wieczornej zamykamy okno- żaluzje domyślnie opuszczą się do pozycji zamkniętej. Żaluzje sterowane są także zależnie od pory dnia i pogody: zamykają się zawsze o zachodzie słońca, otwierają o zadanej godzinie rano, ale tylko w takiej pozycji, jaka będzie optymalna względem aktualnego nasłonecznienia; na wschodniej elewacji do południa co pół godziny ustalają położenie tak, by nie oślepiać osób siedzących przy stole w jadalni, a po południu na elewacji południowej mają za zadanie nie wpuścić zbyt dużo słońca latem do budynku. Jest to bardzo wygodne i sprawia, że żaluzje pracują bezobsługowo. Chyba, że uruchamiamy scenę „kino domowe”.

To tylko przykład, jeden z wielu, ale pokazuje dobrze, że odpowiednio skonfigurowany system potrafi zastąpić nas w wielu codziennych, drobnych ale powtarzalnych czynnościach, ułatwiając nam korzystanie z budynku. Jak to jest pomocne, przekonaliśmy się już na samym początku, gdy po kilku dniach… system zawiesił się:).. Nagle w ciągach komunikacyjnych przestały włączać się samoistnie światła, a my po omacku szukaliśmy włączników i operowaliśmy „manualnie” wszelkimi urządzeniami. Może być kłopotliwe sterowanie ręczne nawadnianiem ogrodu- zawsze zapominam wyłączyć na czas daną sekcję:). Kiedy działa automatyczne sterowanie- podlewanie ogrodu załącza się oczywiście samo o odpowiednich porach, ale też, co ważne- dostosowuje czas podlewania do panujących warunków pogodowych, wydłużając go odpowiednio.

Nie do przecenienia jest instalacja kamer w połączeniu z domofonem. Kamer zewnętrznych- im więcej, tym lepiej, a wewnętrzne polecam ograniczyć do minimum:). Kiedy ktoś dzwoni domofonem- dostajemy w tej samej chwili powiadomienie także na telefonie. Nawet, jeśli nie ma nas w budynku- możemy podejrzeć na podglądzie kamery- kto nas odwiedza. Albo też zrobić to w wolnej chwili, po powrocie do domu, odtwarzając nagrania. Zapis z kamery można wrzucać nie tylko na twardy dysk, ale także na serwer- tam będzie bezpieczniejszy. A furtkę otwieramy tym, co pod ręką:  włącznikiem, telefonem, pilotem, czy też siedząc przed komputerem- programem sterującym.

Oczywiście będąc na wakacjach mamy pełny wgląd w to, co się dzieje w budynku i dokoła niego. A kiedy włącza się alarm- nim dojedzie patrol interwencyjny, dostaniemy od naszego systemu powiadomienie sms-em; zdążymy odwołać patrol, jeśli załączenie było z naszej winy.

Przyjeżdża kurier, a nas nie ma w domu? To nic. Zdalnie otwieramy bramę i garaż- kurier zostawi w środku przesyłkę, a my po nim wszystko zamkniemy.

Nie ma prądu w domu, lub zdarza się coś innego nietypowego? Także od razu dociera do nas sygnał o tym. Wystarczy mieć przy sobie telefon, albo uruchomić na innym urządzeniu (laptop, tablet, komputer) program sterujący budynkiem. Dowiemy się wiele, nawet to, czy kot grzecznie spał podczas naszej nieobecności, czy też szalał z zabawkami:). Taki lokalny Big Brother:).

Wychodzimy z domu? System automatycznie odłączy wskazany sprzęt, np. telewizory z zasilania, nawet z trybu „stand by”- to jest konkretna oszczędność energii. Niestety same serwery, routery trochę energii pochłoną, muszą pracować w sposób ciągły.

Jedyne, czego nam brakuje, to podpięcie do całego systemu sterowania wentylacją- przydałoby się, by np. przy załączaniu alarmu rekuperator przechodził na najniższy bieg- nie zawsze pamięta się o tym przy wyjściu, by to zmienić ręcznie. Poza tym, muszę przyznać, że bardzo się do tego sterowania już przyzwyczailiśmy i jest ono po prostu wygodne. Koszt szalony nie był, choć ilość modułów potrzebnych w szafce elektrycznej i kabli powiększyła nam koszty także na etapie wykonywania instalacji.

Warto jeszcze dodać, że całe to sterowanie automatyczne ma sens, jeśli jest skonfigurowane dostosowując się do konkretnych użytkowników i uwzględniając ich nawyki, przyzwyczajenia, tryb życia. Dlatego wymaga pewnej dozy cierpliwości przy wdrażaniu, zarówno od firmy wdrażającej, jak i mieszkańców- potrzebny jest czas by poznać niektóre swoje preferencje oraz skorygować mogące wystąpić nieprawidłowości. Szczególnie zwracam uwagę na to, by nie zlecać takich prac nieznanej firmie- będzie ona miała dostęp do największych sekretów rodzinnych i wszelkich danych,  konstrukcji całego systemu instalacji - to ogromna wiedza, którą nieuczciwi mogą wykorzystać przeciwko zleceniodawcom. My mieliśmy to szczęście, że trafiliśmy na wyjątkowo cierpliwą i skuteczną firmę, która potrafi stworzyć z budynku misterny, wyrafinowany mechanizm naprawdę cieszący i ułatwiający codzienne życie oraz zapewniający optymalne bezpieczeństwo mieszkańcom. Firma jest do tego stopnia profesjonalna, że osobiście zadbała o montaż każdej drobnostki na czas- aby żaden luźny kabel nie wystawał ze ścian podczas uroczystego otwarcia:). Niektóre elementy, jak na przykład mocowania do kamer zewnętrznych, były drukowane na drukarce 3D; są one stabilne i bardzo efektowne i nie wystają ze ścian. Te wszystkie działania zrobiły na nas duże wrażenie, zatem firmę dopisuję do listy z tytułem „Gorąco polecam” i jeśli tylko wyrazi ona zgodę, to upublicznię jej dane:).

Futro i inne miękkości i kolory

20150831_171344_resized_1

Myślałam, że kiedy zamieszkamy w nowym domu, ten blog przyśnie w naturalny sposób… ale trochę trudno rozstać się z nim- w końcu zawiera ponad rok naszego życia, jest jak kronika fragmentu dziejów:).  Dlatego jeszcze napiszę o kilku wątkach, by dobrze domknąć temat budowy.

Bardzo nieśpiesznie (z premedytacją zostawiamy sobie te sprawy na jesienne i zimowe wieczory ) wykańczamy wnętrza. Najważniejsze wydarzenie ostatnich tygodni to nowy mieszkaniec- kotka. Model podwórkowy, po przejściach, przygarnięta latem przez fundację, po tym, jak odchowała swoje kocięta, sama  skrajnie wychudzona,  bez pomocy mogłaby mieć poważne kłopoty. Miała być tulakiem, a okazała się zupełnie rozrywkowa, ciągle bawi się i przekomarza, ma usposobienie młodego niedźwiadka. I przynosi nam dumnie pod nogi myszy- zabawki:). Zadomowiła już się na dobre, w najbliższych dniach udostępnimy jej ogród. Oto ona:

20150830_194336_resized_1

20150827_100516_resized_2

Jeszcze nie wiemy, jak do niej mówić, na razie jest Snow-Patch (była zimą dokarmiana), Paczka, Paczuszka- te nazwy nam nie bardzo pasują, musimy wymyślić coś innego.

20150827_105934_resized_1

20150827_110728_resized_1

Oprócz nowego futerka we wnętrzu zaczynają pojawiać się kolory i tkaniny. Skorupa spokojna i stonowana, ma być ożywiona dodatkami i moimi ulubionymi odcieniami granatu, turkusu, błękitu. Są już jakieś tego zapowiedzi:

20150909_181217_resized_2

Krzesła przy stole, niby tymczasowe, ale na pewno muszą nam długo posłużyć- zyskały nowy wygląd… dzięki poduszkom z dyskontu:). Z efektu jestem całkowicie zadowolona. Dodały sporo przyjemnej dla oka miękkości i są we właściwych kolorach:).

20150909_180049_resized_2

U dzieci, w strefie łóżek, dodałam panele ścienne, misternie tworzone przez kilka wieczorów (oj, rączki bolały od takera). Musimy je jeszcze przykleić do ściany, na razie są luźno postawione.

20150909_180908_resized_2

Łóżka dzieci, na powyższych zdjęciach, to sprytny wynalazek; w dolnej szufladzie kryją stelaż z materacem, idealny dla nocujących przyjaciół… a na co dzień jest to wspaniałe zabezpieczenie dzieci przed upadkiem na podłogę w czasie snu. Syn, dość aktywny w czasie snu, już kilka razy budził się nad ranem stopień niżej:).

 

Mamy wodę

0

Długo czekaliśmy na ten moment. W trakcie budowy studnia była na tyle mało wykorzystywana, że ciężko było przebadać wodę, a potem absorbowały nas różne tematy ; ten wątek, choć ważny, to miałam nadzieję, że jest do rozwiązania jakimś półśrodkiem i niskim nakładem. Wyniki badań ostatecznie rozwiały wszelkie wątpliwości- półśrodki nie wchodziły w rachubę. Mogliśmy niby nie inwestować w lampę uv do dezynfekcji, ale przy naszym gruncie przechlorowanie studni byłoby tylko krótkotrwałym rozwiązaniem problemu mogących namnażać się bakterii. Decyzja zapadła, potem nastąpił wybór dostawcy urządzeń- dość łatwy, bo na sam koniec inwestycji nie miałam już ochoty na żadne eksperymenty czy cierpliwość dla firm typu „ccc” czyli „cena czyni cuda”. Woda musiała być uzdatniona w miarę sprawnie, co by np. nie trzeba było robić dalszych wygibasów z przegotowywaniem jej do kąpieli dzieci…

Od dziś te akrobacje mamy za sobą. Tak samo jak kamień i osad z wytrąconego żelaza na wszelkich powierzchniach, mających w domu kontakt z wodą: ścianach pryszniców, armaturze, ceramice, szybach.  Czasem tak agresywny, że prawie niemożliwy do usunięcia. Za przywożeniem wody do gotowania i picia też nie będziemy tęsknić:).

Na szczęście dość łatwo znaleźliśmy firmę, która działa dokładnie tak, jakbym sobie tego życzyła. Po pierwsze przesłaliśmy im do przebadania próbkę wody. Po przebadaniu firma ta złożyła nam ofertę na stację uzdatniania, w międzyczasie testując, czy proponowany dobór złoża filtracyjnego działa jak należy na naszą wodę. Czasem niuanse decydują, że trzeba dobrać inny rodzaj filtracji- tu eliminujemy eksperymenty po montażu stacji i możemy się do samego montażu odpowiednio przygotować. Co ważne, firma zapewniała, że po jej stronie jest odpowiedzialność za dobór urządzeń i gwarancja, by te urządzenia odpowiednio działały.

1

tak wygląda cała instalacja

Wczoraj nastąpił montaż, trwał sporo, bo 13 godzin, zakończył się najwyraźniej sukcesem (oczywiście wodę sprawdzimy jeszcze raz za kilka dni). Do jej miękkości muszę się przyzwyczaić:). Jeśli ktoś z życzliwych znajomych powie Wam, że zapachu nie da się usunąć, to ja już wiem, że się myli i słuchać go nie należy. U nas podobno zapach usunął napowietrzacz. Dodatkowo dzięki niemu woda dużo mniej się rozchlapuje- to też bardzo mi się podoba:). Zniknęło zabarwienie i osad z wytrąconego żelaza. Czajnik w środku zyskał blask. Takie niby drobnostki- a jak cieszą:). Zwłaszcza, jak przeliczę to na roboczogodziny czyszczenia. Dzieci zachwycone obecnym zapachem chloru, który ma zdezynfekować instalację, czują w domu basen:). Na szczęście dla dorosłych ten zapach niebawem zniknie. Za kilka dni nie omieszkam wypowiedzieć się w temacie parametrów wody…

2

W domu niemal euforia z tego powodu, nawet dzieciaki jakby szczęśliwsze, że mogą swobodnie się myć:). Dorośli- że będzie mniej sprzątania i większy komfort przygotowania posiłków. A że na pewno- to przekonałam się już dziś, bo pierwsze, co uczyniłam w wolnym czasie, to usunęłam z naszego życia kamień (poza elewacyjnym), chyba z każdego zainfekowanego miejsca. Nie było łatwo. Ale patrzeć, jak teraz miękko i gładko woda spływa po powierzchniach- bezcenne dla każdej NIE Perfekcyjnej Pani Domu:).

Edit: 18.września: Tydzień później: złoże filtracyjne zaczęło działać już z pełnym rozmachem. Czajnik od tygodnia lśni wewnątrz nieskazitelną stalą, osadów brak. Armatura sanitarna w dobrej kondycji, oczywiście wolna od wżerającego się kamienia, a delikatne ślady kropel dają się z niej usunąć w mig. Woda wciąż czysta, bez żadnego zapachu i super miękka. Muszę nauczyć się dawkować detergenty w tej nowej sytuacji:).

Edit: 21.września: Obiecałam, że zareklamuję firmę, jeśli jej usługi okażą się tego godne, co dziś już mogę ze spokojnym sumieniem uczynić. Obsługa rzetelna, firma sama bada wodę na potrzeby optymalnego doboru filtrów, montaż bez zarzutu, wszystko zgodnie z ustaleniami i na czas. Ceny przystępne.

Klarsan, z Łodzi, ale działają na terenie całej Polski.

http://www.klarsan.pl

e-mail: biuro@klarsan.pl

tel.: 42 279 64 00

http://forum.muratordom.pl/platnyprofil.php?username=KLARSAN

Polecam:).

 

Woda niezbędna do… życia

W natłoku spraw do uzgodnienia,  zbierania całej potrzebnej papierologii na zakończenie budowy i w przeplotach leniwych wakacyjnych momentów, nie rozwiązaliśmy na czas jednego istotnego problemu. Wprowadziliśmy się do domu z własnym ujęciem wody, nie przebadawszy jej . Oczywiście nie używaliśmy jej do picia czy przygotowywania posiłków, ale zaskoczeniem było, że nasza woda nie bardzo nadaje się nawet do mycia. Pojawiły się problemy skórne u młodszego dziecka. Nie pojawiły się one od razu, dlatego nie zaskoczyliśmy natychmiast,  że może do tego przyczyniać się woda. Od nabrania podejrzeń myjemy dzieci tylko w wodzie wygotowanej. Oczywiście na dłuższą metę jest to kłopotliwe, a spożywanie wyłącznie wody mineralnej wcale nie takie zdrowe, jak by się mogło wydawać.  Wytrącone w zaparzonej herbacie minerały to w końcu nic ani specjalnie smacznego, ani atrakcyjnego. A nasza woda ze studni, mimo, że nie najgorsza, okazała się mieć trochę przekroczoną zawartość żelaza i 10-krotnie przekroczoną ilość manganu w pobranej próbce względem granicznych wartości akceptowalnych. Dodatkowo niestety posiada śladowe ilości bakterii z grupy coli, co jest charakterystyczne dla gruntów nieprzepuszczalnych, takich jak u nas (eh, ta glina). Tak zresztą podejrzewałam, dlatego badania zrobiliśmy także pod kątem bakteriologicznym, nie tylko fizykochemicznym. Nota bene pobliskie akredytowane laboratoria nie garnęły się do pracy, tłumacząc się wysokimi stawkami jak dla osób prywatnych i sezonem urlopowym, dlatego ostatecznie badanie udało się zlecić laboratorium działającemu przy wodociągach- Filtrach Warszawskich, jakieś 3 tygodnie po pierwszej rozmowie. Zdecydowanie nie polecam sezonu urlopowego na jakiekolwiek prace- jak widać, nawet ustalanie kosztu i zakresu badania wody może zająć zbyt dużo czasu;).

Na szczęście samo przebadanie próbki trwało 5 dni i wreszcie mogliśmy zająć się ustaleniami, jak uzdatnić naszą wodę. W doświadczeniu zawodowym, przy remontach mieszkań, często polecam odwróconą osmozę, jako sposób filtracji zdecydowanie najbardziej skuteczny, niekłopotliwy i kompaktowy (bez zbiornika). Oczywiście pamiętając o konieczności użycia mineralizatora, by woda nie była zabójczo jałowa. W domu jednorodzinnym skorzystanie z tej metody na cały obieg wody w budynku wymagałoby ogromnych kosztów i poświęcenia sporo czasu na obsługę filtrów, dlatego należało obrać zupełnie inny kierunek poszukiwania.

Od tej pory rozpoczęła się nasza komfortowa jak na razie współpraca z jedną z łódzkich firm trudniących się uzdatnianiem wody. Mam nadzieję, że również na koniec będę mogła polecić jej usługi. Na razie odliczamy dni do montażu stacji, a już jutro mam nadzieję, uwolnimy się od wszelkich niedogodności związanych z brakiem dobrej wody… już jutro przyjeżdża do nas ekipa montować cały niezbędny sprzęt…