Archiwa kategorii: Dygresje

Zwrot inwestycji

20161009_110307m

Przez niemal każdą rozmowę o budownictwie energooszczędnym przebija się  wątek „czasu zwrotu z tej inwestycji”, jakby koniecznie ta inwestycja musiała się zwrócić. Czyżby? Według mnie to nie jest tak oczywiste, ponieważ za pewne towary jesteśmy gotowi zapłacić więcej z różnych powodów: w imię wygody, komfortu czy prestiżu i raczej nie zastanawiamy się, kiedy nam się to zwróci. Większość z nas pewnie nie pogardziłaby wygodnym samochodem (nie zwróci się nigdy, chyba że spojrzymy na to przez pryzmat zaoszczędzonych nerwów w trakcie wielu godzin spędzonych w podróży), tak samo jak nie zastanawiamy się nad tym, czy warto przejść się do kina albo kupić sobie nowe buty do biegania. Luksus lub po prostu komfort to coś, do czego każdy z nas podświadomie dąży i do czego bardzo łatwo się przyzwyczaja. A jak już się przyzwyczai, to może skupić swą uwagę na sprawach jeszcze ważniejszych i jeszcze ciekawszych.  To taka drobna refleksja z dzisiejszego biegania, kiedy musiałam się przyjrzeć swoim butom i stwierdzić, że czeka mnie w tym temacie „inwestycja”:).

To, co bardzo chciałabym przekazać , to myśl, że suche wyliczanie finansowych korzyści z energooszczędności jest pomyłką w przypadku domu, w którym mamy mieszkać z najbliższymi. Czasem wystarczy zwykłe przegrupowanie wydatków by móc sobie pozwolić na prawdziwy komfort.

Na wszelkie argumenty dotyczące potrzeby kredytowania inwestycji odpowiem, że jeśli nie zainwestujecie rozsądnie w skorupę budynku, to będziecie musieli wydać więcej na utrzymanie domu. To moim zdaniem jest obarczone dużo większym ryzykiem, bo ceny mediów potrafią wariować. Przykład: ostanie pogłoski o wzroście cen za wodę rzędu 30%. Kredyt w złotówkach póki co jest jednak bardziej przewidywalny. Tak samo jak nasze życie i zdrowie, kiedy jesteśmy młodzi- być może warto wydać więcej w szczycie formy i nie obarczać się wysokimi rachunkami na stare lata? Trzeba też dodać, że wybór skupienia wydatków na materiałach domu, a nie systemie grzewczym to trwalsze rozwiązanie- nie wymaga dużych nakładów konserwacyjnych, wymiany co ileś lat- na życie nasze i naszych dzieci na pewno wystarczy..

Oczywiście nie twierdzę, że każdy powinien zastanowić się nad wybudowaniem domu pasywnego, niemniej jednak mamy w tym temacie bardzo duże możliwości i zaległości. Ilość ocieplenia jest ważna- to dociera już całkiem dobrze do większości z nas. Kolejne kroki to szczelność budynku i przemyślana wentylacja. I staranność fachowców, najważniejsza na każdym etapie :). Drobnymi krokami można wpłynąć na jakość mieszkania i zatrzymanie jak największej porcji energii wewnątrz budynku.  Wbrew pozorom to nie jest walka o idee tylko zapewnienie sobie naprawdę lepszego życia: w zdrowych, jednolitych i stabilniejszych temperaturach.

Kolejnym, mało akcentowanym aspektem budownictwa energooszczędnego jest fakt, że taki dom mało zależny w funkcjonowaniu od mediów, można wybudować niemal wszędzie. Zwróćcie na to uwagę: nikt mnie nie pytał, ile zaoszczędziłam na działce decydując się na dom energooszczędny, a tu oszczędności były naprawdę znaczne. W naszym konkretnym przypadku zakup działki w dobrej okolicy, ale bez mediów, był na tyle niższy niż wartość działki uzbrojonej w okolicy, że z nawiązką pokryłby wszelkie inwestycje w energooszczędność.

Na koniec jako matka muszę wspomnieć o wpływie domu na zdrowie rodziny, bo to uległo w ciągu roku mieszkania w nowym miejscu tak znacznej poprawie, że nie może być dziełem przypadku. Jakim cudem mogłabym skupić się na cyfrowym ubieraniu inwestycji w energooszczędność i jak mogłabym wyliczyć wszystkie wymienione aspekty ?

 

 

PODSUMOWANIE pierwszego roku mieszkania

 

post1

Ani się obejrzeliśmy i pierwszy rok mieszkania za nami. A tyle jeszcze detali do dokończenia… tyle do dokupienia…ehh.. .

Odkąd wprowadziliśmy się do domu, zdecydowanie bardziej żyjemy życiem rodzinnym, sprawami dzieci, ogrodu, utrzymania, pracy … i tym sposobem wnętrze ma wciąż kilka brakujących detali, czekających na uzupełnienie w „lepszych czasach”:).  Detali na tyle nieistotnych, że nie zawracamy sobie nimi na razie głowy, ciesząc się z nowej jakości życia w wymarzonym miejscu. Nie powiem, przyjemnie jest pisać ten post na tarasie, z lampką wina pod ręką, słuchając ciszy natury w ten spokojny miły wieczór, będący zwieńczeniem kolejnego upalnego dnia lata.

A skoro mowa o upałach, to zdam relację z obecnie panujących u nas temperatur. Tak, jak się obawiałam- startujemy z zupełnie innego pułapu niż poprzedniego lata. Tym razem dom jest dogrzany po sezonie grzewczym, dlatego łatwiej w czasie upałów podniosła się temperatura wewnątrz do 24-25stopni. To wciąż bardzo dobry wynik, ale przyznać trzeba, że 25 stopni jest na granicy akceptowalnego przez nas komfortu, dlatego zaczęliśmy przywiązywać wagę do tego, by nie przegrzewać niepotrzebnie domu. Skutkiem tego zaczęliśmy pilnować bardziej zamykania drzwi balkonowych- z tym bywało różnie, łatwo wpadało do nas gorące powietrze. Pilnujemy też wentylacji- w ciągu dnia ustawiając ją na optymalnym minimum (bywa ono różne; nie zmieniliśmy swoich przyzwyczajeń i wciąż lubimy gościć się ze znajomymi, przez co często gotujemy wtedy, gdy należałoby zadowolić się chłodnikiem np…:) ). Nasze dzieci odziedziczyły po nas miłość do towarzystwa, co sprawia, że w domu sporo się dzieje. Upał czy nie- piekarnik pracuje, pieką się babeczki, gofry- na brak zysków bytowych nie narzekamy:). Zatem ciężko mówić tu o jakiejś dyscyplinie- ot, życie- w pełnej swej krasie… a my możemy jedynie minimalnie zoptymalizować schemat nagrzewania domu…

Przy obecnych upałach wieczorami niemal codziennie mocno wietrzymy, zazwyczaj wentylacją, cały dom. To pomaga. I to właściwie całe nasze zaangażowanie w chłodzenie domu… plus optymalne ustawianie żaluzji fasadowych od strony wschodniej i zachodniej… Cóż poradzić, jeśli się chciało mieć 23 stopnie w zimą i wiosną- to teraz nijak nie da się osiągnąć 20 stopni latem bez klimatyzacji… taka ironia losu :).

Na sezon grzewczy zużyte zostało u nas 1097kWh, co daje przeliczając x0,7 : 768zł. Ogrzewanie zaczęło się załączać częściej w listopadzie, dlatego można przyjąć, że sezon grzewczy trwał u nas 5 miesięcy z różnym natężeniem. Nasze rachunki za prąd (jedyne jeśli chodzi o media) wynosiły od 200 do 500zł miesięcznie. Uwzględniały pracę pompy do studni głębinowej (własne ujęcie wody) zatem można je połączyć z klasycznymi rachunkami za wodę.

Na co dzień (niemalże) korzystaliśmy z kominka, zużywając łącznie 5m3 drewna. Trzeba zaznaczyć, że 4m3 z tej ilości (tak, wiemy, jak bardzo to było bez sensu, ale człowiek uczy się na błędach;) ) to był zupełnie mokry i niewysezonowany dąb, którego nie można było rozpalić… dlatego ciężko wyliczyć jego udział w ogrzewaniu domu. Na drewno wydaliśmy 800zł. Daje to łącznie wydatek na ogrzewanie na cały rok 1568zł. W przyszłym roku będziemy mieli lepsze drewno… i być może nie będziemy tak często palić w kominku…zobaczymy:).

Temperatury w domu zimą oscylowały w granicach 21-22 stopni, a średnia z sezonu grzewczego to ok. 22,5 stopnia (wyższa zapewne z powodu miejscowego działania kominka ).

Nie odnotowaliśmy problemów z przesuszonym powietrzem- to by było u nas trudne z racji wspomnianych zysków bytowych; prania, prasowania itp…

Wiosną bardzo dużo dawało nam nasłonecznienie naturalne- podniesienie żaluzji wywoływało ten sam efekt temperaturowy w ciągu dnia, co załączenie ogrzewania podłogowego…

Podsumowując jesteśmy zadowoleni z panujących u nas temperatur. Jedna sprawa zastanawia i została do sprawdzenia: temat ogrzewania podłogowego… czy dałoby sobie radę bez zysków słonecznych lub kominkowych i nie musiało bez wsparcia pracować niemalże non stop- bo takie mamy wrażenie- ale musimy to jeszcze sprawdzić przy najbliższej nadarzającej się okazji, tj. zimą:). Gdyby tak miało być, to tych kWh mogłoby nam się namnożyć …

Tymczasem możemy z zadowoleniem zamknąć pierwszy rok mieszkania, nie tylko pod kątem zapewnionego komfortu, ale także ze względów finansowych..:).

Ten post będzie zapewne ostatni, bo jak wiecie, nie ma już co pisać o budowie- ta jest za nami. Baardzo dziękujemy wszystkim czytelnikom za uważne śledzenie naszej budowy- nie raz docierały do mnie wzruszające informacje nt ilości stałych czytelników, które dodawały otuchy w chwilach większego zmęczenia i motywowały do dalszego pisania wieczorami i nocami pomimo całego dnia spędzonego na budowie. Jak niektórzy zdążyli przekonać się  na własnej skórze- budowa domu to bardzo szczególny okres w życiu- trochę jakby etap inicjacji, sprawdzenia się w trudnym czasie, „egzamin z życia” w pigułce, bo wymagający dużego zaangażowania. Przecież mało kto buduje dom dla samego siebie- zazwyczaj robi to dla swojej rodziny, która musi cierpliwie znieść trudy tej budowy. Niełatwa sprawa;). Za to przeprowadzka i nowe życie w zaprojektowanym przez siebie miejscu- to przyjemność bezcenna – którą zdecydowanie wszystkim polecam:).

 

Futro i inne miękkości i kolory

20150831_171344_resized_1

Myślałam, że kiedy zamieszkamy w nowym domu, ten blog przyśnie w naturalny sposób… ale trochę trudno rozstać się z nim- w końcu zawiera ponad rok naszego życia, jest jak kronika fragmentu dziejów:).  Dlatego jeszcze napiszę o kilku wątkach, by dobrze domknąć temat budowy.

Bardzo nieśpiesznie (z premedytacją zostawiamy sobie te sprawy na jesienne i zimowe wieczory ) wykańczamy wnętrza. Najważniejsze wydarzenie ostatnich tygodni to nowy mieszkaniec- kotka. Model podwórkowy, po przejściach, przygarnięta latem przez fundację, po tym, jak odchowała swoje kocięta, sama  skrajnie wychudzona,  bez pomocy mogłaby mieć poważne kłopoty. Miała być tulakiem, a okazała się zupełnie rozrywkowa, ciągle bawi się i przekomarza, ma usposobienie młodego niedźwiadka. I przynosi nam dumnie pod nogi myszy- zabawki:). Zadomowiła już się na dobre, w najbliższych dniach udostępnimy jej ogród. Oto ona:

20150830_194336_resized_1

20150827_100516_resized_2

Jeszcze nie wiemy, jak do niej mówić, na razie jest Snow-Patch (była zimą dokarmiana), Paczka, Paczuszka- te nazwy nam nie bardzo pasują, musimy wymyślić coś innego.

20150827_105934_resized_1

20150827_110728_resized_1

Oprócz nowego futerka we wnętrzu zaczynają pojawiać się kolory i tkaniny. Skorupa spokojna i stonowana, ma być ożywiona dodatkami i moimi ulubionymi odcieniami granatu, turkusu, błękitu. Są już jakieś tego zapowiedzi:

20150909_181217_resized_2

Krzesła przy stole, niby tymczasowe, ale na pewno muszą nam długo posłużyć- zyskały nowy wygląd… dzięki poduszkom z dyskontu:). Z efektu jestem całkowicie zadowolona. Dodały sporo przyjemnej dla oka miękkości i są we właściwych kolorach:).

20150909_180049_resized_2

U dzieci, w strefie łóżek, dodałam panele ścienne, misternie tworzone przez kilka wieczorów (oj, rączki bolały od takera). Musimy je jeszcze przykleić do ściany, na razie są luźno postawione.

20150909_180908_resized_2

Łóżka dzieci, na powyższych zdjęciach, to sprytny wynalazek; w dolnej szufladzie kryją stelaż z materacem, idealny dla nocujących przyjaciół… a na co dzień jest to wspaniałe zabezpieczenie dzieci przed upadkiem na podłogę w czasie snu. Syn, dość aktywny w czasie snu, już kilka razy budził się nad ranem stopień niżej:).

 

Potomkowie Syzyfa

20150709_095516_resized

Każdy, kto ogląda ładny, zadbany ogród, jest w stanie ocenić go wizualnie, ale chyba tylko posiadacze własnych ogródków widzą przy okazji, ile kryje się za tym pracy i wysiłku. Wiosną, przy dobieraniu zieleni i jednoczesnym kontrolowaniu wydatków, dodatkowo miałam w głowie dołączoną chmurkę z ceną do każdej zauważonej ciekawej rośliny na czyjejś posesji:) (bo koszty są konkretne). Pierwszą myślą w trakcie wizyty w dużym centrum ogrodniczym było: mieć same oleandry w ogrodzie. Ale to nie wykonalne, bo trzeba byłoby mieć gdzie je zmieścić na zimę. Z bambusów i innych obcych roślin także zrezygnowałam- po namyśle stwierdziłam, że nie będą pasowały do naszego sielskiego, wiejskiego krajobrazu. Dlatego w donicy przy wejściu znalazła się po prostu lawenda i ma się całkiem dobrze. Gorzej z nami- wokół niej krąży rój os i niestety córka już została ukąszona- po prostu po wyjściu z domu osa usiadła na stopie w tak pechowy sposób, że została dociśnięta paskiem sandałka… Teraz lawenda jest pod obserwacją.

W środku sezonu, dbając o ogród stwierdzam, że trudniejsze rośliny to na początek mogłoby być zbyt dużo. Nie ma dnia bez prac w gruncie. Najżmudniejsze jest odchwaszczanie młodego trawnika. Osty, skrzyp polny, lebiodka i mimoza cisną się mocno i potrafią opanować terytorium w zatrważającym tempie. Tydzień to aż nadto, by pojawiły się i zdążyły przerosnąć trawę. Na obszarze, na którym jest trawa z rolki nie ma tego problemu- to ogromna przewaga. Tylko ta cena…Cóż- liczę na to, że zagęszczony dojrzały trawnik regularnie strzyżony będzie stanowił KIEDYŚ mocną barierę dla chwastów:). Dlatego na razie cierpliwie i z mozołem odchwaszczam teren, dodając od czasu do czasu nowe rośliny.

Wczoraj wreszcie zajęliśmy się strefą przy drodze, przed ogrodzeniem. Efekt pracy jest widoczny: stosy chwastów i nowe berberysy. Na początek 4 sztuki; wyglądają dość skromnie, trzeba będzie dołożyć jeszcze kilka. Bohater dziecięcy i nasz wróg numer jeden: krecik- buszuje wszędzie tam, gdzie tylko może, to jest w pasie przy ogrodzeniu. Niby ma niewielkie pole do popisu, ale jego wyczyny wciąż nas zaskakują. Geowłóknina przysypana grysem, w pasie przeznaczonym na żywopłot, stała się teraz przykryciem dla labiryntu jego korytarzy. Gdzie tylko mógł- wystawił kopiec, dokładnie na brzegu geowłókniny i trawnika. Na razie siatka pod strefą trawnika jest barierą chroniącą w 100% przed tym gryzoniem, ale ile ta siatka wytrzyma korzeni i lat- tego nie wiem. Wolałabym nie musieć jej potem wymieniać:).

20150709_095500_resized

pas bez siatki na krety, za to z krecią zawartością

Kilka drobnych sukcesów ogrodowych łatwo wynagradza wysiłki. Te dwa skromne krzaczki poziomek to źródło naszych przyjemności smakowych:

20150709_095606_resized

Po świeżą sałatę wędrujemy kilka razy dziennie. Nie rozumiem tylko, czemu jej część jest mocno gorzka?

20150709_095718_resized

Najprostsze w obsłudze wbrew pozorom są kwiaty. Wystarczy chronić je przed chwastami i przycinać części przekwitnięte. A warzywa- wcale nie trudne i chyba mniej wymagające troski niż np. iglaki rosnące jako przyszły żywopłot. Wydawałoby się, że tuje czy cyprysy po prostu sadzi się i ew mniejsze egzemplarze podlewa… Nic bardziej mylnego- na naszej ziemi łatwo żółkną lub schną, chorują, pomimo ułożenia przy nich linii kroplującej i nawożenia późną wiosną. Tymczasem sałata czy seler rosną bez kompleksów i większego wsparcia. Zdecydowanie w przyszłym roku postawię na więcej warzyw. Iglaki chyba wiedzą, że nie przepadam za nimi…

Uroczystość otwarcia

Zanim uzupełnię wpisy, napiszę o poniedziałku, dacie otwarcia ustalonej mniej więcej rok temu:): 15 czerwca. Było z pompą; uroczyście ale i bardzo miło. Nasłuchaliśmy się komplementów, sami też mogliśmy podziękować wielu osobom za długą współpracę przy naszej budowie.  Były przemówienia, przecinanie wstęgi i goście specjalni. Wrzucam fotki, skoro i tak nasz wizerunek jest upubliczniony:).

20150615_132432_resized

20150615_133713_resized

20150615_134928_resized

mąż udziela wywiadu, pewnie ostatniego, dla TV Murator

20150614_161110_resized

Przygotowania do uroczystości rozpoczęły się dzień wcześniej; powoli zaczęły zjeżdżać do nas samochody ciężarowe i osobowe, ustawiając się wzdłuż drogi. Mąż wychodząc przed dom zaskoczony spytał: te wszystkie samochody do nas, czy taki długi korek zrobiliśmy?:). Wyklejanie wnętrza budynku specjalną folią i oznakowywanie kierunków zwiedzania (serio:) ) trwało co najmniej do północy (tzn. ja do tego czasu wytrwałam na budowie) w niedzielę.

20150614_143012_resized

20150614_155438_resized

W ogrodzie z materiałów zgromadzonych na dwóch sporych ciężarówkach sklecono podest a potem całą konstrukcję namiotu. Na końcu dodano dywan. Wyrosła też nam ściana z kwiatów wydzielająca przestrzeń dla gości.   A w poniedziałek od rana finalne szlify, przecieranie kryształów (żartuję, bardziej chodzi o liczne szkło dekoracyjne w naszym domu) i uzupełnianie brakujących dodatków. I uroczystość, która rozpoczęła się w pobliskim pałacyku, po czym wszyscy udali się na naszą budowę by można było oficjalnie „otworzyć” budynek. Taka forma uczczenia 350-lecia firmy Saint Gobain na naszym skromnym podwórku.

Na koniec mieliśmy z mężem poczucie , że jesteśmy w stanie przesuwać góry… dopóki nie dopadło nas zmęczenie po ostatnich ciężkich tygodniach…:).

 

Tajemniczy gość

Kilka dni temu po obfitych opadach deszczu natrafiliśmy na działce na ślady tajemniczego gościa.  Nocny wędrowiec wtargnął na teren posesji przez niedokończone ogrodzenie frontowe, przespacerował się po terenie po czym niezauważony opuścił nasze włości.

Oto dokumentacja fotograficzna obecności tajemniczego gościa:

20150507_133644

20150507_133657

Czy rozpoznajecie kto to mógł być?
W okolicy naszej działki pojawiały się sarny, łoś z rodziną :), bażanty ale to raczej nie są tropy tych zwierząt.

Wcześniej, rozważając konieczność wykonania ogrodzenia na dzień zamieszkania, myślałem o odizolowaniu się od niepożądanych obecności ludzi.  Tymczasem, to my ludzie wkraczamy w teren, który dotychczas był częścią życia zwierząt, miejscem ich żerowania, tras wędrówek.  Kto zatem jest tu gościem, niepożądanym?

I na koniec aktualna fotka z budowy:

20150508_094501

Wyjątkowi goście

Dziś, choć weekend, dla odmiany byliśmy na budowie:).  Z okazji planowanego nagrania, przez jednego z naszych sponsorów. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że nasz budynek plasuje się w pierwszej dziesiątce budynków energooszczędnych w Polsce (choć mam świadomość, że rzeczywiste dane mogą być trochę inne, bo przecież nie każdy korzysta z dofinansowania np.). I spotkała mnie wieelka niespodzianka. Jak podejrzewam, pan Węglarz z KAPE zaprosił do nas gości.  Takich gości, że jeszcze nie minęła mi ekscytacja:).  Tytułem wstępu do przedstawienia pierwszej osoby opowiem, jak niedawno (google podpowiada, ze jednak było to w zeszłym roku) słuchałam jadąc późno samochodem Klubu Trójki, a w nim gościem był autor książki „Świat na rozdrożu”. Pan Marcin Popkiewicz, fizyk, nazwany analitykiem megatrendów, potrafiący ująć cały szereg danych liczbowych i zjawisk dziejących się obecnie w różnych dziedzinach życia, gospodarki, zasobach energetycznych- w spójną całość, przemawiającą  bardzo do wyobraźni. Audycja była tak ciekawa, że choć dojechałam do domu, to nie wysiadałam z samochodu, by dosłuchać do końca:). Jego książka nazywana jest przez czytelników „wirusem”, wciągającym, do przeczytania jednym tchem, wpływającym na światopogląd. Moim zdaniem powinna to być lektura obowiązkowa, choć całkiem przygnębiająca we wnioskach.

Podaję link do nagranej audycji, niech Was zachęci do książki:

„Dzisiaj żyjemy w sposób bezprecedensowy w historii ludzkości”

Na dodatek pan Popkiewicz przyjechał w doborowym towarzystwie, z panem Ludomirem Dudą, guru energooszczędności:). Mogliśmy porozmawiać o Jego wyróżniającej się koncepcji domu autonomicznego, z buforem w fundamentach. Dzięki tej rozmowie zrozumiałam, skąd pojawił się pomysł na kosztowną instalację i konstrukcję, co było dość intensywnie omawiane swego czasu na Forum Muratora. Tam zabrakło nam wiedzy o idei całego pomysłu- okazuje się, że opierał się na pierwotnej formie ustawy o OZE, czyli wyższej cenie zbywanej do sieci energii elektrycznej.

Takich gości się nie spodziewałam. Teraz już tylko brakuje nam do kompletu Herbiego Hancocka:).

Niestety zdjęć wskutek zaskoczenia nie zrobiłam…

Zimowa budowa

Ostatni tydzień obfitował w wydarzenia stresujące i postarzające.  Co prawda huragan Ksawery zbyt mocno nie dawał znać o sobie, ale wiał z zachodu, wprost na nasze zabezpieczone czasowo otwory na drzwi wejściowe. Dzięki temu mieliśmy kilka akcji z wyścigiem do załączającego się alarmu, który wcześniej bez powodu nie uruchamiał się. To stawiało służby oraz mnie i moje nerwy w najwyższej gotowości, zwłaszcza, gdy trzeba było samej sprawdzić wieczorem, czy wszystko w porządku na budowie. Nikomu takich stresów nie życzę…Wiatr w naszych rejonach był rzeczywiście dość silny, rozszarpał zupełnie tymczasowe przesłonięcie garażu: grubą folię budowlaną naciągniętą na ramiaki.

Udało nam się szczęśliwie domknąć kilka tematów, które niezałatwione zaczynały już drażnić. Ten najważniejszy, to  zamówienie na drzwi zewnętrzne (kiedy już traciłam wiarę że to się stanie ) w ostatnich godzinach piątkowych, dzięki czemu mogę już spokojniej myśleć o styczniowych pracach wykończeniowych. To wielka ulga: sprawa drzwiowa łącznie z wycenami, dokonaniem odpowiednich pomiarów i uzgodnień przez montażystę w szczycie jego sezonu, a potem korekta rysunków o właściwe dane liczbowe- zajęła nam niemal 2 miesiące…

Podjęłam też decyzję dotyczącą wyboru drzwi technicznych, zewnętrznych do schowka ogrodowego. Traktując je jako temat poboczny, w tym tygodniu kilka razy bezskutecznie podchodziłam do ich zakupu. Modele ogólnie dostępne i ekonomiczne miały albo bardzo mikrej jakości zawiasy, albo nie takie wybarwienie.  Różnice w koszcie drzwi zwykłych technicznych Hormann i odrobinę lepszych w potrzebnym kolorze to 1500zł. Zastosujemy tu mały wybieg:  kupimy drzwi Horman lub Padilla przeciwpożarowe i wzmocnione i polakierujemy je w dobrej lakierni proszkowej na pożądany antracyt:).

W poniedziałek, kiedy mieliśmy zaplanowane prace w gruncie, odpuścił mróz i minikoparka w lekkiej mżawce zrobiła płytki wykop dokoła budynku na bednarkę od instalacji odgromowej oraz głębszy na wodę z wodociągu w ulicy (instalacja z myślą o przyszłości).  Jak tylko dołożymy instalacje, będziemy mogli niezwłocznie podsypać budynek piachem, by fundamenty garażu nie przemarzały.

20141208_115203_resized 20141208_115250_resized

Ustaliliśmy też termin badania termowizyjnego i wstępnego szczelności budynku. Termowizję wykonamy w pierwszej połowie stycznia - powinna ona dać też wiele informacji na temat szczelności budynku. A szczelność tuż po montażu drzwi,  mam wielką nadzieję, że także w styczniu.

Najważniejsze, na co teraz czekamy i do czego powoli przygotowujemy się, to wejście ekipy wykończającej wnętrze na początku stycznia. To jest dość skomplikowana łamigłówka: gdzie ulokować skromne środki i jak to wszystko rozplanować, by urządzić jak najwięcej, a detale nie okazały się niepotrzebnie drogie. Tak, jak to jest np. z najmniejszą boczną szybą w samochodzie: sporo droższą od przedniej…

Edit: czas zimy, świąt, wakacji- to ulubione momenty dla drobnych złodziei. Czekam jak na zmiłowanie na drzwi wejściowe, bo trochę drażni mnie już odganianie intruzów. Ten dom jest pusty, nie ma w nim czego szukać… Nie wiem, może poprosimy jakąś psinę o pomoc, skoro alarm nie odstrasza dostatecznie, i niektórym się wydaje, że można także na teren naszej ogrodzonej działki bezkarnie wchodzić?  Najwyższa pora to ukrócić. Może jakieś sidła? Bariery podczerwieni?… eh…podpowiedzcie coś?

Impregnacja betonu

Tej jesieni zaimpregnowałam elementy betonowe na zewnątrz budynku, by ochronić je przed wilgocią, wodą, mrozem, solą. Wybór padł na Weber.tec 773 (Deiterol S). Produkt ten nie zmienił koloru betonu- na tym bardzo mi zależało.  Ma też nie żółknąć z upływem czasu.

weber.tec 773

Jak pisze producent, jest to przezroczysty, małocząsteczkowy, zawierający rozpuszczalnik, hydrofobowy środek impregnacyjny na bazie siloksanu.

Nakładał się bardzo łatwo- na moich powierzchniach potrzebne były 3 aplikacje. Żadnych zacieków i idealna ochrona, o czym przekonałam się przy późniejszych deszczach.

Końcówka prac elewacyjnych przed mrozami, pierwsze spostrzeżenia nt. strat ciepła

Ostatnie prognozy pogody zniweczyły tlącą się w nas nadzieję,  że może uda się w najbliższym czasie z tynkiem.  Czekaliśmy na małą pozytywną korektę temperatur, co wystarczyłoby do kładzenia struktury, ale zmiany idą (nie wiedzieć czemu :)) raczej w złą stronę, zatem nie pozostaje nic innego jak pogodzić się z faktem, że trzeba będzie z tym zaczekać (w najgorszym wypadku do wiosny) . Zabrakło nam dosłownie 2-3 dni na nałożenie struktury z kolorem…

Budowa jednak jeszcze nie zapadła w sen zimowy.  Mamy już zamontowane kilka parapetów i łupek na piętrze. Niewiele tego, ale widać, że łupek będzie się dobrze prezentował:

20141124_134357m

Ekipa elewacyjna kończy swoje prace. Dziś impregnowaliśmy parapety i położony łupek. Z parapetami było trochę zabawy:).

Mamy już pierwsze obserwacje przy nagrzewaniu budynku.   Paląc w naszej niewielkiej kozie, temperatura w budynku podnosiła się bardzo powoli, zwłaszcza, że strefy wejściowe bez zamontowanych drzwi były czasem zupełnie nie zabezpieczone. Od tygodnia mamy strefy wejściowe  prowizorycznie zamknięte i zabezpieczone z grubsza kanały wentylacyjne. I widoczne są już efekty wygrzewania. Paląc codziennie,  2-4 godziny, udawało nam się nagrzać pomieszczenia na parterze do maksymalnie 16 stopni. Rano, w piątek temperatura w budynku oscylowała wokół 9 stopni, w sobotę  było już 12, w niedzielę 13, a dziś, w poniedziałek- ponoć 15 stopni (fakt, w niedzielę paliliśmy trochę dłużej, ale wciąż do 16 stopni). Oznacza to, że budynek zaczyna całkiem stabilnie trzymać temperaturę, pomimo regularnego wietrzenia piętra (suszymy wciąż tynki wewnątrz) i braku szczelnych drzwi wejściowych.

26.11: Oto budynek przygotowany na przerwę prac zewnętrznych:

w słońcu

w słońcu

20141126_120400_resized

i bez słońca

20141126_121755_resized

20141126_120704_resized

Ekipa zabrała swoje rusztowania i wróciła w rodzinne strony, a my suszymy budynek i przez najbliższy miesiąc mamy czas do przygotowania się do prac wykończeniowych. Planowany termin ich rozpoczęcia to 5 styczeń.

Edit: dziś jest 29 listopada, ostatnie 3 noce na minusie, do tego bardzo mało palenia przez 2 dni (po 20 minut- 2 załadunki drewna) i słabo zabezpieczone drzwi wejściowe i do garażu. A w budynku temperatura trzyma się wyśmienicie. Wczoraj w dzień 11 stopni, dziś rano 10.  Jak bardziej zatroszczymy się o izolację strefy wejściowej, to będzie bardzo dobrze:).