Posadzka na piętrze

Dziś rano posadzka wyglądała, jakby wykonawcy pomylili się z kolorem:

20150528_110608_resized

Tak wyglądała po szlifowaniu i gruntowaniu żywicą.

Gdy zajrzałam po południu- schła już właściwa warstwa z kolorem, polimerowa:

20150528_151739_resized

20150528_151746_resized

20150528_151804_resized 20150528_151751_resized

Wygląda bardzo jasno, jak złamana biel, pewnie przez mocny połysk ( a jest jasno-szara). Docelowo otrzyma jeszcze po 2 dobach warstwę (impregnatu? wosku?) satynową- wtedy powinna mieć wyraźniejszy szary odcień.

Tymczasem na parterze składane były meble kuchenne…

20150528_143142_resized

Przyjechały do nas chyba w tydzień po złożeniu zamówienia. Laminat efektowny, ładnie prezentuje się na krawędziach. Na razie jest bardzo dobrze…

Prace nad trawnikiem

20150527_110434_resized

powierzchnia pokryta siatką na krety

20150527_164925_resized

rozwożona ziemia na siatce

Przekopując naszą działkę, czy to łopatą czy glebogryzarką, często nachodzi mnie refleksja, że Ci, którzy podejmują się zbudowania domu zupełnie własnymi siłami- albo wymagają od siebie poświęcenia najbliższych lat tej budowie, albo muszą pogodzić się z budowaniem przez lata. Całe przedsięwzięcie wymaga naprawdę wielu rąk i maszyn do pracy, ciężko znaleźć skrótowe rozwiązania. Nasze zasoby siłowe są tylko dokładką, a i tak angażują nasz cały wolny czas.

Ziemia, można powiedzieć, zmieszana z naszym potem, już prawie prawie gotowa do zakładania trawnika. Całość spulchniona glebogryzarką, w miarę możliwości odchwaszczona, z nawiezioną warstwą piasku. Na tym siatka, a na niej sukcesywnie rozwożona przez pana Piotra, naszego ogrodowego pomocnika, ziemia. Pan Piotr ma zdecydowanie więcej siły ode mnie i więcej czasu od mojego męża wobec czego teraz widać postępy z każdym dniem. Ziemię bardzo dobrej jakości, za radą operatora minikoparki, nabyliśmy w lokalnej przesypowni, przemieloną na maszynie,  drobną. Jest taka, jak nasz dawny humus, który znikł w otchłaniach gliny po wszelkich pracach w gruncie.

Dziś jest już rozwieziona pierwsza wywrotka ziemi i przygotowane miejsce na rozłożenie trawy z rolki. Taka będzie frontowa część ogrodu, specjalnie na uroczystość otwarcia; na pozostałej ziemi będziemy siać trawę w najbliższych dniach.

Nasze prace ziemne zbiegły się z naprawą rowu przydrożnego- może teraz nie będzie problemów z wodą?

20150527_110728_resized 20150527_110746_resized

Gotowa okładzina elewacyjna i żaluzje, prace ogrodowe trwają

20150520_094345_resized

20150525_100532_resized

Widok z ławki przy drzwiach wejściowych; zdaje się, że to dobry pomysł, by zaplanować w tym miejscu docelowo siedzenie np. na odpiaszczenie dzieciaków przed wejściem do budynku:)

Bardzo lubimy ten nasz łupek. Pan Marek, który go układał, też lubił sobie przystanąć z dystansu, zmrużyć oczy i analizować rozkład natężenia wzorów- oboje z przyjemnością podziwialiśmy dzieło natury. Po małej nauczce z doborem impregnatu jesienią, kiedy układany był mały fragment na elewacji na piętrze, tym razem postanowiłam dobrać coś odpowiedniejszego.  To znaczy w ogóle nie przyciemniającego: ten kamień najlepiej prezentuje się w formie surowej.

20150520_113757_resized

20150520_113816_resized

 

Budynek zrobił się całkiem poważny- myślę, że kiedy dojedzie do nas zadaszenie tarasu i urośnie zieleń- będzie pogodniej.

Pod koniec zeszłego tygodnia odwiedziła nas ekipa montująca żaluzje fasadowe i już  wszystkie są powieszone:

20150521_163219_resized

20150521_161726_resized

A ja w tygodniu mam zakaz zajmowania się ogrodem, by zdążyć skoordynować wszelkie niezbędne prace do otwarcia. Z tego też powodu piszę na blogu mało, choć jest o czym opowiadać; przez to niestety umyka mi wiele ciekawych drobnostek, o których warto byłoby wspomnieć.

Za to w weekend mogłam sobie pofolgować w terenie. Nie tylko ja: do pomocy zwołaliśmy rodziców i wspólnymi siłami pracowaliśmy nad glebą. Wcześniej działkę przekopaliśmy glebogryzarką, przesypując trochę naszą glinę piachem. Potem grabiąc i równając teren dodaliśmy jeszcze sporo piasku, bo ziemia wciąż mocno zbijała się w twardą skorupę. Po przekopaniu została nam niezła sterta uzbieranych kamieni. W międzyczasie pierwszy młody człowiek zatrudniony do pomocy przy pracach ziemnych „wykruszył się”, ale nasz niezastąpiony pan Marek od wykończeniówki przywiózł nam nowego pracownika, na dodatek osobiście wspiera go merytorycznie, co nas bardzo odciąża. W ciągu dzisiejszego dnia cały teren został jeszcze dosypany piaskiem i przegrabiony, a na koniec większa część podłoża została wyłożona siatką na krety. Oby ta siatka działała, bo ledwo przekopałam kawałek ogródka na warzywa, a już w tym miejscu pojawił się krecik i zaczął nieść zniszczenie.

20150526_111243_resized

20150526_114008_resized

pierwszy pas siatki

Jutro przyjedzie pierwszy samochód z ziemią na siatkę.

Teraz prace nabiorą takiego tempa, że musiałabym codziennie pisać, by uchwycić każdy wątek: np. w ogóle jeszcze nie pisałam o posadzkach na piętrze, a tam większa część jest już wykonana. Między innymi wszelkie miejsca dylatacji są „pozszywane”, żeby cała posadzka stanowiła jedną powierzchnię bez żadnych łączeń. Dziś była szlifowana i impregnowana, niedługo będzie wylewana ostatnia jej warstwa.

Zostaje trzymać kciuki, by ta nasza układanka nie rozsypała się jak źle ustawione domino:

Dziś już przyjechały do nas meble kuchenne, w czwartek będą montowane, bo jutro dojedzie sprzęt agd.

Pojutrze będzie nakładana struktura na ogrodzenie frontowe, w piątek montowana brama, furtki i panele na froncie.

Dojechały do nas wyczekiwane parapety wewnętrzne, w produkcji jest reszta elementów szklanych.

Produkuje się zadaszenie do elewacji południowej.

Ekipa od dachu niemal umówiona na dokończenie prac.

Hydraulik podłączy wszystkie urządzenia w sobotę i wreszcie będziemy mogli zająć się pomalowaniem garażu z zewnątrz.

…I chyba tylko ja nie nadążam z dostarczaniem odpowiednich produktów i materiałów na budowę, i z wszelkimi zadaniami koordynacyjnymi. Ale próbuję gonić resztę fachowców:).

 

 

Gotowe posadzki na parterze

20150518_095622_resized

salon, efekt końcowy

Było przy nich sporo pracy: naprawy spękań obecnej szlichty, ustawienie dylatacji, gruntowanie, wylanie materiału, a potem szlifowanie i szlifowanie… do późnej nocy. 5 bardzo intensywnych dni- pewnie minimum 7 w trybie zwykłym.

Całkowicie zdałam się na doświadczenie szefa ekipy posadzkowej.  A mąż na mnie, zakładając, że może przekona się do tego rodzaju posadzki. W czasie szlifowania był trochę przerażony, ale potem stwierdził, że taki beton mu odpowiada. Uff:).

Ja wiążę z nim ogromne nadzieje eksploatacyjne. Kiedy np. myślę o moich dzieciach, które, jak co dzień, wpadną do domu wytarzawszy się chwilę wcześniej w piaskownicy. Albo kiedy będzie po niej hasał nasz niebawem nabyty kocur. Milion powodów, by ta posadzka była trwała, łatwa do konserwacji i ewentualnych napraw. I taka (mam nadzieję) jest. Wybraliśmy system Weber, posadzkę 4650, odcień G20 (najpopularniejszy, odcień zbliżony do naturalnego betonu).

Wnętrze zaczyna nabierać charakteru:

20150518_094805_resized

20150518_094924_resized

20150518_095437_resized

Po przeszlifowaniu posadzka nabrała głębi.  Samo wylanie masy dało dużo bardziej jednolity i jaśniejszy odcień:

20150515_142916_resized

Odcień posadzki przed szlifowaniem to wspólny mianownik z piętrem: tam będzie bardzo podobna nawierzchnia.

 

Nawodnienie

W trakcie prac

W weekend działały u nas trzy ekipy, jak na wolne dni przystało:). Wszyscy czujemy już zbliżający się termin oddania i powoli łapie nas nerwowa atmosfera. Pan Marcin z pracownikami szlifował posadzki, Pan Marek i Pan Krzysztof na elewacji montowali łupek, a w ogrodzie działał mąż  z Panem Grzegorzem i ekipą rozkładającą nawodnienie działki. Dziś, we wtorek, system jest już prawie gotowy- brakuje w nim kilku elementów. Podłączona jest też docelowa pompa, która stanowi miłą odmianę po tej budowlanej, działającej resztkami swych sił.

W piątek wpakowałam się w niezłą kabałę ogrodową i za radą życzliwej Pani w wypożyczalni („Pani sobie spokojnie da radę z tym sprzętem, to właściwie jest jak kosiarka”) wypożyczyłam glebogryzarkę aby o własnych siłach spulchnić glebę pod trawnik.  Ledwo to zmieściło się mi do samochodu- to raczej ręczny mini traktorek niż kosiarka.

20150518_091758_resizedm

wersja złożona do zapakowania na samochód

A potem było już tylko gorzej. Choć nie mogę zaprzeczyć, bardzo wesoło. Lub raczej komicznie:). Wystarczyło, że spojrzałam na siebie z zewnątrz i już zwijałam się ze śmiechu:). Jak już poznałam zasady pracy tego ustrojstwa- rozpoczęłam gonitwę po terenie za sprzętem:). Rwało się to do przodu bardziej niż chciałam; wyglądałam, jakbym powstrzymywała resztkami sił narowistego konia:). By mój honor nie ucierpiał za bardzo- pomęczyłam się jakieś pół godziny (pierwsze 10 minut było wielkim wyczynem) i zadzwoniłam po męża:). Ledwo byłam w stanie, tak mi ręce drżały- okazało się, że pewnych partii mięśni na wysokości przedramion najwyraźniej nie posiadam, lub są w zaniku. Ale dokładnie poczułam, czego mi brakuje:).

Na szczęście nie muszę już porywać się z motyką na słońce- udało nam się znaleźć osobę, która pomoże w fizycznych pracach ogrodowych. Poszukiwania wśród firm zakończyły się fiaskiem- żadne kwoty dwucyfrowe za ogród u nas nie wchodzą w rachubę- a tak były wyceniane wszelkie tematy, jak choćby rozłożenie siatki i rozsypanie na niej ziemi (nawet, jeśli miałaby w tym pomagać wynajęta przeze mnie minikoparka).  Również wysoko ceniły się firmy specjalizujące się w nawodnieniu; i choć na zdrowy rozum można by założyć, że z naszym ogrodem uporałaby się nieduża ekipa w 1 dzień i trochę, to wynagrodzenie w żadnej z firm lokalnych (zakładam ewentualną potrzebę kontaktowania się w przyszłości- musi być firma z bliska) nie schodziło poniżej 2,5 tys zł.  Materiał oczywiście kupiony powinien być w tej samej firmie- jak nie, to robocizna będzie droższa.

Temat rozwiązał się przy okazji nabywania pompy, hydroforu i osprzętu hydraulicznego w sklepie w Pruszkowie. Sklep mogę polecić, bo rzeczywiście ma najlepsze ceny, jakie znalazłam, dobrą obsługę (1 element zwracałam bez paragonu) a pracownicy chętnie doradzają. Przez te ceny jest tam jak w ulu:), ale bardzo na poziomie. W oko wpadł mi zaprezentowany na regale system nawodnienia, którym, jak się okazało- też handlują. Eureka!. Tak oto nabyłam w najtańszy z możliwych sposobów markowy produkt (dokładnie 30% taniej, niż gdziekolwiek indziej) i zostałam przekierowana do profesjonalisty, który zgodził się na normalnych warunkach cenowych zainstalować go na naszej działce. Mało tego, Pan Grzegorz naprawdę przyłożył się do tego, by cały projekt spełniał nasze wymagania.

Porządkowanie ogrodu

W budynku rządy przejął p. Marcin, szef ekipy, która będzie wylewała beton dekoracyjny na posadzce parteru. Dziś niewiele się działo, bo co prawda przed południem dojechał do nas materiał, na który czekaliśmy, ale… okazało się, że to nie był ten właściwy i znów ekipa czekała na kolejny transport. Do końca dnia zostało niewiele czasu i na pewno wylewanie nastąpiło przy świetle sztucznym. By się nie stresować skupiłam się na terenie…

Wczoraj znów zaprosiłam minikoparkę na naszą działkę, by zniwelowała dość drobne, jak mi się wydawało nierówności. A pracowała przez 3 godziny i niestety musiała uciec do kolejnych zadań, choć przydałoby się u nas jeszcze popracować nad niektórymi fragmentami. Efekty są:

20150513_161551_resized

20150513_161558_resized

20150513_161618_resized

20150513_161555_resized

Towarzyszyłam w pracach minikoparki i z grabiami próbowałam wyrównywać teren. Ale to nie jest lekka praca, na dodatek szybko pojawiły się na rękach pęcherze i musiałam trochę odpuścić. Zagrabiłam tylko tą powyższą część wejściową, reszta zaczeka na męża i glebogryzarkę. A ja z przyjemnością przerzuciłam się na inne prace ogrodowe- przekopywanie ziemi pod mini warzywniak i lokowanie nabytych sadzonek selera, pora i sałaty. Dziś dorzuciłam jeszcze 2 rabatki z truskawkami:).  Niestety nie zdążyliśmy sklecić docelowego warzywniaka z desek, ale nie chciałam odpuścić posiadania świeżej zieleniny w tym sezonie, dlatego na razie na roboczo, z włókniną przeciw chwastom, ulokowałam sadzonki wzdłuż ogrodzenia.

Do zmierzenia się z warzywami zachęciły mnie pierwsze sukcesy :). Okazuje się, że jest możliwe, by na naszej brutalnie odkrytej glinie (żyzny humus znikł w większości przy pracach terenowych i melioracyjnych) mogły zakwitnąć posadzone magnolie, różaneczniki czy migdałek. A w miejscu, gdzie uchowała się rodzima gleba, doskonale poradziły sobie borówki i poziomki: są już obsypane zielonymi owocami. Bardzo pomagają dżdżownice, których mamy gigantyczną populację w miejscach najmniej przerobionej ziemi. Odbiły hortensje i róża, zaczynam mieć nadzieję, że nie zniszczę  niewprawną ręką  tego ogrodu zbyt łatwo. Niestety duża część iglaków słabo sobie u nas radzi, ale jeszcze nie uschły zupełnie, więc będą ratowane nawożeniem i podlewaniem.

20150514_155522_resized

Dziś dokończyłam sadzenie w donicy przy wejściu. Musiałam najpierw odkwasić wsypaną ziemię, bo zmieniłam koncepcję zawartości z hortensji na lawendę (oczywiście nie mam pojęcia, czy wapno zadziała tak szybko, jak tego chce lawenda). Pachnie niesamowicie. Nie miałam pojęcia, że cała roślina wydziela ten magiczny zapach; myślałam, ze tylko kwitnące kwiaty w niej pachną. Wygląda skromnie i niepozornie, ale w sumie o to chodziło.

 

 

 

 

 

 

 

 

Na budowie: gotowe tynki, trwają prace wewnętrzne, przy posadzkach i w terenie

Dawno nie pisałam o postępie prac na budowie- wciąż jestem w niedoczasie lawirując między sprawami do uzgodnienia. Teraz wyszła nam niezaplanowana kilkudniowa przerwa w pracach budowlanych, dlatego mogę sobie pozwolić na krótki wpis.  Od wczoraj przypominam sobie, jak wygodnym rozwiązaniem jest, gdy na budowie rezyduje ekipa całą dobę; nie ma wtedy problemu z niedojeżdżającymi na czas fachowcami, odbiorem przesyłek, pilnowaniem całego dobytku. Chwilowo muszę sobie radzić sama, co oznacza, że marnuję czas na oczekiwanie na spóźnialskich nie informujących o spóźnieniu… zamiast jechać kupić nawodnienie albo zamawiać konstrukcję zadaszenia bądź wybierać lampy…wrrr… Tempo naszego życia na najbliższy miesiąc jest podkręcone do granic możliwości, tym bardziej denerwują takie stracone godziny.

Do rzeczy:  w czasie, kiedy większość Polaków wypoczywała przy karkówce z grilla, w trakcie majówki, nasza ekipa od elewacji kończyła nakładać strukturę z kolorem na ściany zewnętrzne. Tak więc mamy już całkiem przyzwoite tynki zewnętrzne:

20150511_112913_resized

20150503_175314_resized

20150508_094501

 

Wpis musi poczekać..życie…właśnie się dowiedziałam, że muszę pędzić na budowę, bo dojeżdża do nas ekipa od posadzek (miała być jutro (sic!))…. właśnie tak z godziny na godzinę ostatnio organizuje mi się samoistnie czas…

Do napisania w kolejnej wolniejszej chwili;).

… Pół dnia później, kiedy mogę wrócić do uzupełniania wpisu, nasz budynek należy uznać za ponownie „mieszkalny”, bo zagościła u nas ekipa wykonująca na parterze posadzki . Co prawda czekamy jeszcze na materiał, ale by nie tracić czasu, już dziś Panowie zajęli się pracami naprawczymi przy wylewkach. Tych trochę jest- wylewki są niedolane w narożnikach i przy ścianach i niestety na parterze trochę popękały. Niepokojąca jest zwłaszcza rysa na środku salonu, trafiająca centralnie w kominek: jeśli przeniesie się na warstwę wykończeniową posadzki, będzie bardzo widoczna. Tak więc ekipa robi, co może, by złączyć spękane miejsca. Na pierwszy rzut poszło lekkie wybruzdowanie pęknięć (tylko lekkie, ze względu na przewody grzejne w wylewce) i aplikacja żywicy iniekcyjnej . Na to pójdzie siatka i masa naprawcza. Ciekawe, że na piętrze posadzka nie ma rys, choć jest minimalnie cieńsza; może rysy są wynikiem obciążenia składowanych materiałów?

W budynku mamy już pomalowane wszystkie białe sufity oraz rozpoczęte malowanie piętra. Choć kolor wybraliśmy ten sam, który mamy obecnie w mieszkaniu, to zdołał on zdziwić męża:). W związku z tym nadworny architekt wprowadził większą niż planował początkowo ilość ścian białych. Aby nie było kłopotów z ich utrzymaniem a także ze ścianami w korytarzach i pokojach dzieci- w tych miejscach zastosujemy farbę szorowalną. Wszystkie farby wybraliśmy matowe, bo po prostu takie lubimy.

W naszej sypialni jest już przyklejona tapeta. W pierwszym wrażeniu bardzo miła dla oka- postanowiliśmy zrezygnować z malowania jej najpierw farbą a potem lazurą. Ale… dziś zauważyłam, że jest w niej sporo niedoskonałości, brak trzymania koloru i ubytki kruszywa. Będę musiała ją reklamować:

20150511_101837_resized

na dole widoczne ubytki kruszywa, a na całości plamy kolorystyczne

20150506_124418_resized

W odpowiednim świetle drobinki kwarcu urokliwie połyskują

Złożyliśmy paletę kolorystyczną wnętrza, głównie parteru. Stonowana, ma być ożywiona wzorzystymi kolorowymi dodatkami:

20150509_101305_resized

Szara podłoga, polerowana. Na ścianach i meblach sporo okładziny laminowanej. Obudowa kominka: szkło kremowe z grafitową wnęką przy wkładzie. Dodatki grafitowe. Przy schodach szkło przezroczyste.

A na zewnątrz mamy już ramy ogrodzenia frontowego:

20150511_112903_resized

Za tydzień powinna dojechać brama z furtkami i panelami.

Jutro podejście numer 2 do niwelacji terenu, po pracach brukarskich. W sobotę ma być rozkładane nawodnienie, które dziś kupiłam. Zrobiliśmy kolejne nasadzenia:

20150511_141358_resized

Donica ma nieść zapach "na wejściu", dlatego będzie wypełniona lawendą

Donica ma nieść zapach „na wejściu”, dlatego będzie wypełniona lawendą

Odeszłam od pomysłu bambusów w donicy- wydały mi się zbyt obce w naszej dzikiej okolicy. Na dnie jest wsypany keramzyt, na nim geowłóknina, potem polne kamyki zebrane z działki, i dopiero spora grubość żyznej ziemi. Kupiłam kwaśną, bo przymierzałam się także do hortensji w tym miejscu,  i teraz muszę ją zwapnować, bo akurat lawenda lubi ziemię zasadową. Obym zdążyła z reakcją przed lawendą …

Pojawiło się też kilka nowych krzaków , tu na zdjęciu zbiorowe sadzenie rośliny nazwanej przez nas „książeczką”:

20150503_175245_resized

A w najbliższych dniach, jak tylko znajdę wolniejszą chwilę, posadzę odrobinę warzyw w układzie swobodnym, abyśmy już w tym sezonie mogli z nich korzystać .

 

 

 

 

 

Produkty do odsprzedaży

Jeśli ktoś poszukuje aktualnie materiałów budowlanych, to posiadamy pewne ilości do odstąpienia po okazyjnej cenie. Zainteresowanych proszę o mail. Produkty bardzo dobrej jakości.

1. profile do płyt gk, RIGIPS:

- CD60 (ok. 30x60mm) po 2,6mb, 116sztuk

- CW50 (ok 50x50mm), po 3,0mb, 49sztuk

- UD30 (ok 30x30mm) po 3,0mb, 94sztuki

- UW50 (ok 50x40mm) po 3,0mb, 90sztuk

2. płyty gk RIGIPS:

- Rigips PRO Aku A 12,5mm: 9sztuk

-Rigips Termo-Line A, 120x260cm, 12,5mm, 1sztuka

- Rigips PRO Duraline typ DFRIEH1 12,5mm, 260cm, 27sztuk

3. płyty Kingspan TR26 gr. 50mm, 1 paczka

4. płyty Aquarock  włóknowo-cementowe 120x300cm, 2 sztuki

marzena@dpmw.pl

 

Tajemniczy gość

Kilka dni temu po obfitych opadach deszczu natrafiliśmy na działce na ślady tajemniczego gościa.  Nocny wędrowiec wtargnął na teren posesji przez niedokończone ogrodzenie frontowe, przespacerował się po terenie po czym niezauważony opuścił nasze włości.

Oto dokumentacja fotograficzna obecności tajemniczego gościa:

20150507_133644

20150507_133657

Czy rozpoznajecie kto to mógł być?
W okolicy naszej działki pojawiały się sarny, łoś z rodziną :), bażanty ale to raczej nie są tropy tych zwierząt.

Wcześniej, rozważając konieczność wykonania ogrodzenia na dzień zamieszkania, myślałem o odizolowaniu się od niepożądanych obecności ludzi.  Tymczasem, to my ludzie wkraczamy w teren, który dotychczas był częścią życia zwierząt, miejscem ich żerowania, tras wędrówek.  Kto zatem jest tu gościem, niepożądanym?

I na koniec aktualna fotka z budowy:

20150508_094501