Automatyka

odpowiednia dawka nasłonecznienia w jadalni o poranku

odpowiednia dawka nasłonecznienia w jadalni o poranku

20150919_091318_m

Choć automatyka nie jest obowiązkowa w budynku i można traktować ją jako luksus- ja nie miałam wątpliwości, że chcemy ją mieć, przynajmniej w bardzo okrojonej wersji. Bynajmniej nie chodziło nam o włączanie się ekspresu do kawy rano, w porze wstawania. Najważniejsza jej zaleta, to zintegrowanie wszystkich podsystemów i sterowanie nimi za pomocą jednego urządzenia. To kwestia nie do przecenienia,  kiedy policzymy, że przy wyjątkowym pechu i braku koordynacji moglibyśmy mieć: osobne piloty do bramy garażowej, bramy i furtki w ogrodzeniu i alarmu; osobne sterowanie podlewaniem ogrodu, wentylacją, żaluzjami, ogrzewaniem, oświetleniem. Okiełznanie tych wszystkich systemów i co gorsza- dobre sterowanie nimi mogłoby graniczyć z cudem:). Do tego nie współpracowałyby one w sposób zależny, zatem ich obsługa byłaby trudniejsza, mniej wygodna i mniej skuteczna.  Inwestując w centralę do automatyki, tworzymy z sieci w budynku, zestawu czujników i sensorów jeden spójny system, który ma optymalizować obsługę i dostosować ją do przyzwyczajeń i trybu życia domowników. Mogę podać wiele różnych przykładów z naszego życia wziętych, aby zobrazować, jak bardzo to narzędzie bywa pomocne na co dzień. Na przykład kontaktrony  ukryte w oknach i drzwiach zewnętrznych nie pozwolą uzbroić w pełni alarmu, jeśli któreś okno/ drzwi są otwarte. Stanowią też źródło informacji dla sterowania żaluzjami fasadowymi; jeśli otwieramy okno tarasowe- żaluzje automatycznie podniosą się. A jeśli w porze wieczornej zamykamy okno- żaluzje domyślnie opuszczą się do pozycji zamkniętej. Żaluzje sterowane są także zależnie od pory dnia i pogody: zamykają się zawsze o zachodzie słońca, otwierają o zadanej godzinie rano, ale tylko w takiej pozycji, jaka będzie optymalna względem aktualnego nasłonecznienia; na wschodniej elewacji do południa co pół godziny ustalają położenie tak, by nie oślepiać osób siedzących przy stole w jadalni, a po południu na elewacji południowej mają za zadanie nie wpuścić zbyt dużo słońca latem do budynku. Jest to bardzo wygodne i sprawia, że żaluzje pracują bezobsługowo. Chyba, że uruchamiamy scenę „kino domowe”.

To tylko przykład, jeden z wielu, ale pokazuje dobrze, że odpowiednio skonfigurowany system potrafi zastąpić nas w wielu codziennych, drobnych ale powtarzalnych czynnościach, ułatwiając nam korzystanie z budynku. Jak to jest pomocne, przekonaliśmy się już na samym początku, gdy po kilku dniach… system zawiesił się:).. Nagle w ciągach komunikacyjnych przestały włączać się samoistnie światła, a my po omacku szukaliśmy włączników i operowaliśmy „manualnie” wszelkimi urządzeniami. Może być kłopotliwe sterowanie ręczne nawadnianiem ogrodu- zawsze zapominam wyłączyć na czas daną sekcję:). Kiedy działa automatyczne sterowanie- podlewanie ogrodu załącza się oczywiście samo o odpowiednich porach, ale też, co ważne- dostosowuje czas podlewania do panujących warunków pogodowych, wydłużając go odpowiednio.

Nie do przecenienia jest instalacja kamer w połączeniu z domofonem. Kamer zewnętrznych- im więcej, tym lepiej, a wewnętrzne polecam ograniczyć do minimum:). Kiedy ktoś dzwoni domofonem- dostajemy w tej samej chwili powiadomienie także na telefonie. Nawet, jeśli nie ma nas w budynku- możemy podejrzeć na podglądzie kamery- kto nas odwiedza. Albo też zrobić to w wolnej chwili, po powrocie do domu, odtwarzając nagrania. Zapis z kamery można wrzucać nie tylko na twardy dysk, ale także na serwer- tam będzie bezpieczniejszy. A furtkę otwieramy tym, co pod ręką:  włącznikiem, telefonem, pilotem, czy też siedząc przed komputerem- programem sterującym.

Oczywiście będąc na wakacjach mamy pełny wgląd w to, co się dzieje w budynku i dokoła niego. A kiedy włącza się alarm- nim dojedzie patrol interwencyjny, dostaniemy od naszego systemu powiadomienie sms-em; zdążymy odwołać patrol, jeśli załączenie było z naszej winy.

Przyjeżdża kurier, a nas nie ma w domu? To nic. Zdalnie otwieramy bramę i garaż- kurier zostawi w środku przesyłkę, a my po nim wszystko zamkniemy.

Nie ma prądu w domu, lub zdarza się coś innego nietypowego? Także od razu dociera do nas sygnał o tym. Wystarczy mieć przy sobie telefon, albo uruchomić na innym urządzeniu (laptop, tablet, komputer) program sterujący budynkiem. Dowiemy się wiele, nawet to, czy kot grzecznie spał podczas naszej nieobecności, czy też szalał z zabawkami:). Taki lokalny Big Brother:).

Wychodzimy z domu? System automatycznie odłączy wskazany sprzęt, np. telewizory z zasilania, nawet z trybu „stand by”- to jest konkretna oszczędność energii. Niestety same serwery, routery trochę energii pochłoną, muszą pracować w sposób ciągły.

Jedyne, czego nam brakuje, to podpięcie do całego systemu sterowania wentylacją- przydałoby się, by np. przy załączaniu alarmu rekuperator przechodził na najniższy bieg- nie zawsze pamięta się o tym przy wyjściu, by to zmienić ręcznie. Poza tym, muszę przyznać, że bardzo się do tego sterowania już przyzwyczailiśmy i jest ono po prostu wygodne. Koszt szalony nie był, choć ilość modułów potrzebnych w szafce elektrycznej i kabli powiększyła nam koszty także na etapie wykonywania instalacji.

Warto jeszcze dodać, że całe to sterowanie automatyczne ma sens, jeśli jest skonfigurowane dostosowując się do konkretnych użytkowników i uwzględniając ich nawyki, przyzwyczajenia, tryb życia. Dlatego wymaga pewnej dozy cierpliwości przy wdrażaniu, zarówno od firmy wdrażającej, jak i mieszkańców- potrzebny jest czas by poznać niektóre swoje preferencje oraz skorygować mogące wystąpić nieprawidłowości. Szczególnie zwracam uwagę na to, by nie zlecać takich prac nieznanej firmie- będzie ona miała dostęp do największych sekretów rodzinnych i wszelkich danych,  konstrukcji całego systemu instalacji - to ogromna wiedza, którą nieuczciwi mogą wykorzystać przeciwko zleceniodawcom. My mieliśmy to szczęście, że trafiliśmy na wyjątkowo cierpliwą i skuteczną firmę, która potrafi stworzyć z budynku misterny, wyrafinowany mechanizm naprawdę cieszący i ułatwiający codzienne życie oraz zapewniający optymalne bezpieczeństwo mieszkańcom. Firma jest do tego stopnia profesjonalna, że osobiście zadbała o montaż każdej drobnostki na czas- aby żaden luźny kabel nie wystawał ze ścian podczas uroczystego otwarcia:). Niektóre elementy, jak na przykład mocowania do kamer zewnętrznych, były drukowane na drukarce 3D; są one stabilne i bardzo efektowne i nie wystają ze ścian. Te wszystkie działania zrobiły na nas duże wrażenie, zatem firmę dopisuję do listy z tytułem „Gorąco polecam” i jeśli tylko wyrazi ona zgodę, to upublicznię jej dane:).

Futro i inne miękkości i kolory

20150831_171344_resized_1

Myślałam, że kiedy zamieszkamy w nowym domu, ten blog przyśnie w naturalny sposób… ale trochę trudno rozstać się z nim- w końcu zawiera ponad rok naszego życia, jest jak kronika fragmentu dziejów:).  Dlatego jeszcze napiszę o kilku wątkach, by dobrze domknąć temat budowy.

Bardzo nieśpiesznie (z premedytacją zostawiamy sobie te sprawy na jesienne i zimowe wieczory ) wykańczamy wnętrza. Najważniejsze wydarzenie ostatnich tygodni to nowy mieszkaniec- kotka. Model podwórkowy, po przejściach, przygarnięta latem przez fundację, po tym, jak odchowała swoje kocięta, sama  skrajnie wychudzona,  bez pomocy mogłaby mieć poważne kłopoty. Miała być tulakiem, a okazała się zupełnie rozrywkowa, ciągle bawi się i przekomarza, ma usposobienie młodego niedźwiadka. I przynosi nam dumnie pod nogi myszy- zabawki:). Zadomowiła już się na dobre, w najbliższych dniach udostępnimy jej ogród. Oto ona:

20150830_194336_resized_1

20150827_100516_resized_2

Jeszcze nie wiemy, jak do niej mówić, na razie jest Snow-Patch (była zimą dokarmiana), Paczka, Paczuszka- te nazwy nam nie bardzo pasują, musimy wymyślić coś innego.

20150827_105934_resized_1

20150827_110728_resized_1

Oprócz nowego futerka we wnętrzu zaczynają pojawiać się kolory i tkaniny. Skorupa spokojna i stonowana, ma być ożywiona dodatkami i moimi ulubionymi odcieniami granatu, turkusu, błękitu. Są już jakieś tego zapowiedzi:

20150909_181217_resized_2

Krzesła przy stole, niby tymczasowe, ale na pewno muszą nam długo posłużyć- zyskały nowy wygląd… dzięki poduszkom z dyskontu:). Z efektu jestem całkowicie zadowolona. Dodały sporo przyjemnej dla oka miękkości i są we właściwych kolorach:).

20150909_180049_resized_2

U dzieci, w strefie łóżek, dodałam panele ścienne, misternie tworzone przez kilka wieczorów (oj, rączki bolały od takera). Musimy je jeszcze przykleić do ściany, na razie są luźno postawione.

20150909_180908_resized_2

Łóżka dzieci, na powyższych zdjęciach, to sprytny wynalazek; w dolnej szufladzie kryją stelaż z materacem, idealny dla nocujących przyjaciół… a na co dzień jest to wspaniałe zabezpieczenie dzieci przed upadkiem na podłogę w czasie snu. Syn, dość aktywny w czasie snu, już kilka razy budził się nad ranem stopień niżej:).

 

Mamy wodę

0

Długo czekaliśmy na ten moment. W trakcie budowy studnia była na tyle mało wykorzystywana, że ciężko było przebadać wodę, a potem absorbowały nas różne tematy ; ten wątek, choć ważny, to miałam nadzieję, że jest do rozwiązania jakimś półśrodkiem i niskim nakładem. Wyniki badań ostatecznie rozwiały wszelkie wątpliwości- półśrodki nie wchodziły w rachubę. Mogliśmy niby nie inwestować w lampę uv do dezynfekcji, ale przy naszym gruncie przechlorowanie studni byłoby tylko krótkotrwałym rozwiązaniem problemu mogących namnażać się bakterii. Decyzja zapadła, potem nastąpił wybór dostawcy urządzeń- dość łatwy, bo na sam koniec inwestycji nie miałam już ochoty na żadne eksperymenty czy cierpliwość dla firm typu „ccc” czyli „cena czyni cuda”. Woda musiała być uzdatniona w miarę sprawnie, co by np. nie trzeba było robić dalszych wygibasów z przegotowywaniem jej do kąpieli dzieci…

Od dziś te akrobacje mamy za sobą. Tak samo jak kamień i osad z wytrąconego żelaza na wszelkich powierzchniach, mających w domu kontakt z wodą: ścianach pryszniców, armaturze, ceramice, szybach.  Czasem tak agresywny, że prawie niemożliwy do usunięcia. Za przywożeniem wody do gotowania i picia też nie będziemy tęsknić:).

Na szczęście dość łatwo znaleźliśmy firmę, która działa dokładnie tak, jakbym sobie tego życzyła. Po pierwsze przesłaliśmy im do przebadania próbkę wody. Po przebadaniu firma ta złożyła nam ofertę na stację uzdatniania, w międzyczasie testując, czy proponowany dobór złoża filtracyjnego działa jak należy na naszą wodę. Czasem niuanse decydują, że trzeba dobrać inny rodzaj filtracji- tu eliminujemy eksperymenty po montażu stacji i możemy się do samego montażu odpowiednio przygotować. Co ważne, firma zapewniała, że po jej stronie jest odpowiedzialność za dobór urządzeń i gwarancja, by te urządzenia odpowiednio działały.

1

tak wygląda cała instalacja

Wczoraj nastąpił montaż, trwał sporo, bo 13 godzin, zakończył się najwyraźniej sukcesem (oczywiście wodę sprawdzimy jeszcze raz za kilka dni). Do jej miękkości muszę się przyzwyczaić:). Jeśli ktoś z życzliwych znajomych powie Wam, że zapachu nie da się usunąć, to ja już wiem, że się myli i słuchać go nie należy. U nas podobno zapach usunął napowietrzacz. Dodatkowo dzięki niemu woda dużo mniej się rozchlapuje- to też bardzo mi się podoba:). Zniknęło zabarwienie i osad z wytrąconego żelaza. Czajnik w środku zyskał blask. Takie niby drobnostki- a jak cieszą:). Zwłaszcza, jak przeliczę to na roboczogodziny czyszczenia. Dzieci zachwycone obecnym zapachem chloru, który ma zdezynfekować instalację, czują w domu basen:). Na szczęście dla dorosłych ten zapach niebawem zniknie. Za kilka dni nie omieszkam wypowiedzieć się w temacie parametrów wody…

2

W domu niemal euforia z tego powodu, nawet dzieciaki jakby szczęśliwsze, że mogą swobodnie się myć:). Dorośli- że będzie mniej sprzątania i większy komfort przygotowania posiłków. A że na pewno- to przekonałam się już dziś, bo pierwsze, co uczyniłam w wolnym czasie, to usunęłam z naszego życia kamień (poza elewacyjnym), chyba z każdego zainfekowanego miejsca. Nie było łatwo. Ale patrzeć, jak teraz miękko i gładko woda spływa po powierzchniach- bezcenne dla każdej NIE Perfekcyjnej Pani Domu:).

Edit: 18.września: Tydzień później: złoże filtracyjne zaczęło działać już z pełnym rozmachem. Czajnik od tygodnia lśni wewnątrz nieskazitelną stalą, osadów brak. Armatura sanitarna w dobrej kondycji, oczywiście wolna od wżerającego się kamienia, a delikatne ślady kropel dają się z niej usunąć w mig. Woda wciąż czysta, bez żadnego zapachu i super miękka. Muszę nauczyć się dawkować detergenty w tej nowej sytuacji:).

Edit: 21.września: Obiecałam, że zareklamuję firmę, jeśli jej usługi okażą się tego godne, co dziś już mogę ze spokojnym sumieniem uczynić. Obsługa rzetelna, firma sama bada wodę na potrzeby optymalnego doboru filtrów, montaż bez zarzutu, wszystko zgodnie z ustaleniami i na czas. Ceny przystępne.

Klarsan, z Łodzi, ale działają na terenie całej Polski.

http://www.klarsan.pl

e-mail: biuro@klarsan.pl

tel.: 42 279 64 00

http://forum.muratordom.pl/platnyprofil.php?username=KLARSAN

Polecam:).

 

Woda niezbędna do… życia

W natłoku spraw do uzgodnienia,  zbierania całej potrzebnej papierologii na zakończenie budowy i w przeplotach leniwych wakacyjnych momentów, nie rozwiązaliśmy na czas jednego istotnego problemu. Wprowadziliśmy się do domu z własnym ujęciem wody, nie przebadawszy jej . Oczywiście nie używaliśmy jej do picia czy przygotowywania posiłków, ale zaskoczeniem było, że nasza woda nie bardzo nadaje się nawet do mycia. Pojawiły się problemy skórne u młodszego dziecka. Nie pojawiły się one od razu, dlatego nie zaskoczyliśmy natychmiast,  że może do tego przyczyniać się woda. Od nabrania podejrzeń myjemy dzieci tylko w wodzie wygotowanej. Oczywiście na dłuższą metę jest to kłopotliwe, a spożywanie wyłącznie wody mineralnej wcale nie takie zdrowe, jak by się mogło wydawać.  Wytrącone w zaparzonej herbacie minerały to w końcu nic ani specjalnie smacznego, ani atrakcyjnego. A nasza woda ze studni, mimo, że nie najgorsza, okazała się mieć trochę przekroczoną zawartość żelaza i 10-krotnie przekroczoną ilość manganu w pobranej próbce względem granicznych wartości akceptowalnych. Dodatkowo niestety posiada śladowe ilości bakterii z grupy coli, co jest charakterystyczne dla gruntów nieprzepuszczalnych, takich jak u nas (eh, ta glina). Tak zresztą podejrzewałam, dlatego badania zrobiliśmy także pod kątem bakteriologicznym, nie tylko fizykochemicznym. Nota bene pobliskie akredytowane laboratoria nie garnęły się do pracy, tłumacząc się wysokimi stawkami jak dla osób prywatnych i sezonem urlopowym, dlatego ostatecznie badanie udało się zlecić laboratorium działającemu przy wodociągach- Filtrach Warszawskich, jakieś 3 tygodnie po pierwszej rozmowie. Zdecydowanie nie polecam sezonu urlopowego na jakiekolwiek prace- jak widać, nawet ustalanie kosztu i zakresu badania wody może zająć zbyt dużo czasu;).

Na szczęście samo przebadanie próbki trwało 5 dni i wreszcie mogliśmy zająć się ustaleniami, jak uzdatnić naszą wodę. W doświadczeniu zawodowym, przy remontach mieszkań, często polecam odwróconą osmozę, jako sposób filtracji zdecydowanie najbardziej skuteczny, niekłopotliwy i kompaktowy (bez zbiornika). Oczywiście pamiętając o konieczności użycia mineralizatora, by woda nie była zabójczo jałowa. W domu jednorodzinnym skorzystanie z tej metody na cały obieg wody w budynku wymagałoby ogromnych kosztów i poświęcenia sporo czasu na obsługę filtrów, dlatego należało obrać zupełnie inny kierunek poszukiwania.

Od tej pory rozpoczęła się nasza komfortowa jak na razie współpraca z jedną z łódzkich firm trudniących się uzdatnianiem wody. Mam nadzieję, że również na koniec będę mogła polecić jej usługi. Na razie odliczamy dni do montażu stacji, a już jutro mam nadzieję, uwolnimy się od wszelkich niedogodności związanych z brakiem dobrej wody… już jutro przyjeżdża do nas ekipa montować cały niezbędny sprzęt…