Nawodnienie

W trakcie prac

W weekend działały u nas trzy ekipy, jak na wolne dni przystało:). Wszyscy czujemy już zbliżający się termin oddania i powoli łapie nas nerwowa atmosfera. Pan Marcin z pracownikami szlifował posadzki, Pan Marek i Pan Krzysztof na elewacji montowali łupek, a w ogrodzie działał mąż  z Panem Grzegorzem i ekipą rozkładającą nawodnienie działki. Dziś, we wtorek, system jest już prawie gotowy- brakuje w nim kilku elementów. Podłączona jest też docelowa pompa, która stanowi miłą odmianę po tej budowlanej, działającej resztkami swych sił.

W piątek wpakowałam się w niezłą kabałę ogrodową i za radą życzliwej Pani w wypożyczalni („Pani sobie spokojnie da radę z tym sprzętem, to właściwie jest jak kosiarka”) wypożyczyłam glebogryzarkę aby o własnych siłach spulchnić glebę pod trawnik.  Ledwo to zmieściło się mi do samochodu- to raczej ręczny mini traktorek niż kosiarka.

20150518_091758_resizedm

wersja złożona do zapakowania na samochód

A potem było już tylko gorzej. Choć nie mogę zaprzeczyć, bardzo wesoło. Lub raczej komicznie:). Wystarczyło, że spojrzałam na siebie z zewnątrz i już zwijałam się ze śmiechu:). Jak już poznałam zasady pracy tego ustrojstwa- rozpoczęłam gonitwę po terenie za sprzętem:). Rwało się to do przodu bardziej niż chciałam; wyglądałam, jakbym powstrzymywała resztkami sił narowistego konia:). By mój honor nie ucierpiał za bardzo- pomęczyłam się jakieś pół godziny (pierwsze 10 minut było wielkim wyczynem) i zadzwoniłam po męża:). Ledwo byłam w stanie, tak mi ręce drżały- okazało się, że pewnych partii mięśni na wysokości przedramion najwyraźniej nie posiadam, lub są w zaniku. Ale dokładnie poczułam, czego mi brakuje:).

Na szczęście nie muszę już porywać się z motyką na słońce- udało nam się znaleźć osobę, która pomoże w fizycznych pracach ogrodowych. Poszukiwania wśród firm zakończyły się fiaskiem- żadne kwoty dwucyfrowe za ogród u nas nie wchodzą w rachubę- a tak były wyceniane wszelkie tematy, jak choćby rozłożenie siatki i rozsypanie na niej ziemi (nawet, jeśli miałaby w tym pomagać wynajęta przeze mnie minikoparka).  Również wysoko ceniły się firmy specjalizujące się w nawodnieniu; i choć na zdrowy rozum można by założyć, że z naszym ogrodem uporałaby się nieduża ekipa w 1 dzień i trochę, to wynagrodzenie w żadnej z firm lokalnych (zakładam ewentualną potrzebę kontaktowania się w przyszłości- musi być firma z bliska) nie schodziło poniżej 2,5 tys zł.  Materiał oczywiście kupiony powinien być w tej samej firmie- jak nie, to robocizna będzie droższa.

Temat rozwiązał się przy okazji nabywania pompy, hydroforu i osprzętu hydraulicznego w sklepie w Pruszkowie. Sklep mogę polecić, bo rzeczywiście ma najlepsze ceny, jakie znalazłam, dobrą obsługę (1 element zwracałam bez paragonu) a pracownicy chętnie doradzają. Przez te ceny jest tam jak w ulu:), ale bardzo na poziomie. W oko wpadł mi zaprezentowany na regale system nawodnienia, którym, jak się okazało- też handlują. Eureka!. Tak oto nabyłam w najtańszy z możliwych sposobów markowy produkt (dokładnie 30% taniej, niż gdziekolwiek indziej) i zostałam przekierowana do profesjonalisty, który zgodził się na normalnych warunkach cenowych zainstalować go na naszej działce. Mało tego, Pan Grzegorz naprawdę przyłożył się do tego, by cały projekt spełniał nasze wymagania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>