Archiwa kategorii: Bez kategorii

Potomkowie Syzyfa

20150709_095516_resized

Każdy, kto ogląda ładny, zadbany ogród, jest w stanie ocenić go wizualnie, ale chyba tylko posiadacze własnych ogródków widzą przy okazji, ile kryje się za tym pracy i wysiłku. Wiosną, przy dobieraniu zieleni i jednoczesnym kontrolowaniu wydatków, dodatkowo miałam w głowie dołączoną chmurkę z ceną do każdej zauważonej ciekawej rośliny na czyjejś posesji:) (bo koszty są konkretne). Pierwszą myślą w trakcie wizyty w dużym centrum ogrodniczym było: mieć same oleandry w ogrodzie. Ale to nie wykonalne, bo trzeba byłoby mieć gdzie je zmieścić na zimę. Z bambusów i innych obcych roślin także zrezygnowałam- po namyśle stwierdziłam, że nie będą pasowały do naszego sielskiego, wiejskiego krajobrazu. Dlatego w donicy przy wejściu znalazła się po prostu lawenda i ma się całkiem dobrze. Gorzej z nami- wokół niej krąży rój os i niestety córka już została ukąszona- po prostu po wyjściu z domu osa usiadła na stopie w tak pechowy sposób, że została dociśnięta paskiem sandałka… Teraz lawenda jest pod obserwacją.

W środku sezonu, dbając o ogród stwierdzam, że trudniejsze rośliny to na początek mogłoby być zbyt dużo. Nie ma dnia bez prac w gruncie. Najżmudniejsze jest odchwaszczanie młodego trawnika. Osty, skrzyp polny, lebiodka i mimoza cisną się mocno i potrafią opanować terytorium w zatrważającym tempie. Tydzień to aż nadto, by pojawiły się i zdążyły przerosnąć trawę. Na obszarze, na którym jest trawa z rolki nie ma tego problemu- to ogromna przewaga. Tylko ta cena…Cóż- liczę na to, że zagęszczony dojrzały trawnik regularnie strzyżony będzie stanowił KIEDYŚ mocną barierę dla chwastów:). Dlatego na razie cierpliwie i z mozołem odchwaszczam teren, dodając od czasu do czasu nowe rośliny.

Wczoraj wreszcie zajęliśmy się strefą przy drodze, przed ogrodzeniem. Efekt pracy jest widoczny: stosy chwastów i nowe berberysy. Na początek 4 sztuki; wyglądają dość skromnie, trzeba będzie dołożyć jeszcze kilka. Bohater dziecięcy i nasz wróg numer jeden: krecik- buszuje wszędzie tam, gdzie tylko może, to jest w pasie przy ogrodzeniu. Niby ma niewielkie pole do popisu, ale jego wyczyny wciąż nas zaskakują. Geowłóknina przysypana grysem, w pasie przeznaczonym na żywopłot, stała się teraz przykryciem dla labiryntu jego korytarzy. Gdzie tylko mógł- wystawił kopiec, dokładnie na brzegu geowłókniny i trawnika. Na razie siatka pod strefą trawnika jest barierą chroniącą w 100% przed tym gryzoniem, ale ile ta siatka wytrzyma korzeni i lat- tego nie wiem. Wolałabym nie musieć jej potem wymieniać:).

20150709_095500_resized

pas bez siatki na krety, za to z krecią zawartością

Kilka drobnych sukcesów ogrodowych łatwo wynagradza wysiłki. Te dwa skromne krzaczki poziomek to źródło naszych przyjemności smakowych:

20150709_095606_resized

Po świeżą sałatę wędrujemy kilka razy dziennie. Nie rozumiem tylko, czemu jej część jest mocno gorzka?

20150709_095718_resized

Najprostsze w obsłudze wbrew pozorom są kwiaty. Wystarczy chronić je przed chwastami i przycinać części przekwitnięte. A warzywa- wcale nie trudne i chyba mniej wymagające troski niż np. iglaki rosnące jako przyszły żywopłot. Wydawałoby się, że tuje czy cyprysy po prostu sadzi się i ew mniejsze egzemplarze podlewa… Nic bardziej mylnego- na naszej ziemi łatwo żółkną lub schną, chorują, pomimo ułożenia przy nich linii kroplującej i nawożenia późną wiosną. Tymczasem sałata czy seler rosną bez kompleksów i większego wsparcia. Zdecydowanie w przyszłym roku postawię na więcej warzyw. Iglaki chyba wiedzą, że nie przepadam za nimi…

Gotowy dom

najnowsze, wakacyjne zdjęcie

najnowsze, wakacyjne zdjęcie

Wciąż dochodzimy do siebie po intensywnych pracach, ciesząc się przy okazji każdym kątem nowej chatki. Można powiedzieć, że mamy wakacje w naszym nowym domu, a ja wreszcie zajmuję się dziećmi, które odczuwały pod koniec roku szkolnego niedostatek obecności rodziców. Zmagamy się też z opanowaniem porządku na sporej powierzchni, co nie jest łatwe, a jak się domyślacie- jak to zwykle bywa zwłaszcza na początku- mamy często gości:). Szczególnie posadzka parteru wymaga od wszystkich użytkowników dyscypliny; jej czystość można załatwić w 5 minut. Oto kilka zdjęć gotowego budynku:

6

podjazd

Bramę i furtki zamówiliśmy w formie  żaluzji, aby pasowały do budynku. Dobrym pomysłem była wbudowana skrzynka na listy z podświetlonym adresem i domofonem. Niestety nie na całości frontu mamy takie żaluzje- ze względów oszczędnościowych dalej panele są podobne do pozostałych boków ogrodzenia, a co za tym idzie nie mamy dostatecznie zapewnionej prywatności od ulicy. Nie zdążyliśmy posadzić tam zieleni (okazało się, że cena większych cisów, które planowałam na froncie jest na tyle wysoka, że musimy z tym wydatkiem poczekać)- może np. groszek pachnący zdąży zasłonić nas trochę? Rzecz w tym, że budynek podoba się i zwraca uwagę, czego nie spodziewaliśmy się, bo do ostatnich chwil wykończenia bardziej odbierany był jak „inny” i może nawet „dziwny” lub co najmniej „awangardowy”. Jednak od kiedy na elewacji pojawił się łupek, przy budynku zaczęły się zatrzymywać samochody. Po skończeniu budowy zjawisko uległo nasileniu i teraz kilka razy dziennie przydarza nam się taka sytuacja, że zatrzymuje się ktoś i obserwuje nasz dom, ale często bez kontaktu werbalnego z nami. Przyznam, jest to dość krępujące i chętnie odgrodziłabym się bardziej od drogi by czuć się swobodniej.

3m

żaluzje fasadowe

7

Żaluzje fasadowe cieszą nieustannie. Bardzo lubimy, kiedy są opuszczone, wyglądają, niczym biżuteria dla całej bryły. Śmiem twierdzić, że na elewacji południowej stanowią bardzo dobrą barierę przed słońcem- jest jasno ale nie oślepiająco w pokojach i pomieszczenia nie nagrzewają się. Rekuperacja ustawiona jest na temperaturę 22st. i taką mamy w całym budynku. Wrażenie jest takie, jakbyśmy byli na wakacjach w  Grecji w dobrym, klimatyzowanym hotelu:). Na zewnątrz skwar, a w środku przyjemny chłód.

4

5

1

zadaszenie przeciwsłoneczne na elewacji południowej

2

Szkło na daszku od strony południowej zrobiliśmy wbrew zaleceniom projektantów, by go nie używać, bo latem może powodować nieprzewidziane zyski słoneczne na piętrze.  Według nas nie powinno tak się dziać. Uważamy wręcz, że był to bardzo dobry pomysł, ponieważ daszek prezentuje się bardzo elegancko i w żadnej porze dnia nie oślepia odbitymi promieniami. Zapewne to zasługa żaluzji:). Zaskakujący jest ten detal- nie spodziewaliśmy się tak efektownych odbić widocznych od spodu zadaszenia.

9

Ja każdą wolną chwilę spędzam w ogrodzie- mamy działkę pośród łąk i poziom zagrożenia chwastami bliski krytycznemu. To wymaga sporo pracy. Siatka przeciw kretom na razie sprawdza się genialnie- tam, gdzie jej nie ma, kret buszuje nieustannie, a pod siatkę nie wchodzi. Bada ją dokoła, jest na tyle sprytny, że odnalazł już najkrótszą drogę do klombu bez siatki, i przedostał się tam dokładnie po linii prostej.

Bardzo miłym prezentem od naszego sponsora okazała się trawa z rolki- jej gęste ukorzenienie stanowi mocną barierę dla chwastów. Tam, gdzie trawę sialiśmy, jeszcze w trakcie budowy, chwastów jest cała masa i nawet regularnie usuwane wracają co kilka dni. Jest wiele miejsc wydeptanych, przekopywanych ponownie, gdzie trawa nie wyrosła. Niemniej jednak po miesiącu całość zaczyna wyglądać bardzo dobrze. Bez dosiewki (zrobiłam ją dopiero wczoraj) rozrasta się poza chwastami także młoda trawka i samoistnie zagęszcza.

Aby wszystko idealnie wyglądało- można by ją kosić 2 razy w tygodniu. My ograniczamy się do koszenia co tydzień;). Teraz dodatkowo zmagamy się z upałami, które pomimo rozprowadzonego nawodnienia dają się we znaki zwłaszcza trawie. A nawodnienie to ulubiona zabawka naszych dzieci w upał:).

klomb

klomb

Dzięki uprzejmości Pani z sąsiedniego Lipkowa, która sprezentowała nam rośliny posiadane w nadmiarze- dosadziliśmy sporo kwiatów. Ogród zyskał nowe hosty, trykrotki, juki i margaretki, rabata przed domem nabrała mięsistości.

Cieszę się, że posiałam maciejkę; choć w ciągu dnia jej kwiatki wyglądają na przywiędnięte, to wieczorem pięknieją i dają wkoło obłędny zapach. Tak samo lawenda, z tą jedną uwagą, że skupia ona niemal cały dzień rój pszczół.

11 13

14

przyjemnie „architektonicznie” prezentuje się zieleń w strefie wejścia

12

Nieustannie cieszą różne detale.

19

18

17

Mogłabym tak bez końca…:).

 

 

 

 

 

Co sie działo przed otwarciem; „wykańczamy”:)

20150601_122021_resized

gotowa tapeta w gabinecie

20150608_104740_resized

tapeta i widok z gabinetu

20150608_102958_resized

łazienka gościnna na parterze, po założeniu lustra, jeszcze bez czarnych szyb

20150609_213254_resized

moja produkcja: mieniące się brokatowo wzory kwiatów w pokoju córki, fanki kolorów: złotego i srebrnego

20150611_104035_resized

Bardzo ładnie wyglądały schody na etapie wyrównania i wyszlifowania; dla mnie niestety zbyt surowe- postanowiłam, że muszą być pomalowane

Ostatni tydzień prac przed uroczystością otwarcia to już było istne szaleństwo. Ekipa ogólnowykończeniowa miała całej naszej budowy ewidentnie po dziurki w nosie i niestety nie mogłam się temu dziwić. Już poprzedni tydzień dał się przede wszystkim im we znaki. Praca od godziny 6 rano do północy na dłuższy czas nie może być satysfakcjonująca. Jedne, co mogłam zrobić w tej sytuacji to dyskretnie podnosić morale- na zasłużony urlop wysłać Panów jeszcze nie dało rady:). Bez nich byśmy sobie nie poradzili. Dlatego kiedy odjeżdżali od nas, tydzień później, nie tylko mnie zakręciła się łezka w oku, a jeden z podwykonawców skwitował” „oby więcej takich ekip”. W rzeczy samej…

Prace nabrały nieznośnej intensywności. Na koniec ja sama nie pamiętałam kto będzie kiedy wykonywał swoją część.

20150603_091713_resized

prawie gotowa posadzka na piętrze

A to hydraulik dojeżdżał coś skorygować, a to montaż wentylacji do pompy ciepła, nawodnienie przeplatające się mocno, potem elektrycy, ogrodzeniowcy, montażyści żaluzji, kamieniarze, szklarze i dwie ekipy stolarzy i posadzkarzy, firma od automatyki, a na koniec dachowcy . Do tego firma monitorująca i dostawca internetu + organizatorzy otwarcia, żywo zainteresowani postępem prac na budowie.  A przy działce prace naprawcze rowu przydrożnego i rosnąca góra śmieci z wykopu, którymi również należało się zająć przed przyjęciem. Pracy na 2 etaty, a dzieci odczuwające już zmęczenie całą tą sytuacją i brakiem rodziców oraz drobne potknięcia terminowe niektórych wykonawców nie dodawały otuchy. Na dodatek zdarzało nam się słyszeć przez ostatni miesiąc: „macie skończyć przed 15 czerwca? to niemożliwe”. Niemożliwe to nie było, ale trudne do wykonania- owszem:). Najwyraźniej mieliśmy trochę za mało czasu na prace wykończeniowe, zapewne dlatego, że 2 miesiące pochłonęło konstruowanie ścian i zabudowy gk. Poślizgi  w ostatnim tygodniu dodały pikanterii sytuacji i niestety musiałam odbyć kilka ostrych rozmów interwencyjnych. Po takich rozmowach (jeśli łagodne nie pomagają) okazuje się, że wszystko da się zrobić szybciej.  U nas „szybciej” oznaczało do końca tygodnia przed otwarciem. W skutek tego wiele ekip zapowiedziało się na… piątek. Czwartkowa wizyta wystraszyła nieco organizatorów imprezy, dlatego w piątek słałam im co rusz mms-y, by ich uspokoić.

20150612_102656_resized

pierwsza ekipa w piątek, od 6 rano, polerowała nałożony impregnat na betonie dekoracyjnym

20150612_120006_resized

potem czekaliśmy na ekipę szklarzy, która utknęła w korku; tu kuchnia ma już szybę grafitową między szafkami

20150612_120827_resized

kiedy zostały zamontowane szyby balustrady, stolarze mogli przystąpić do mocowania paneli na klatce schodowej i ścianie łazienki

20150612_194531_resized

tak na koniec dnia wyglądała klatka schodowa

20150612_194536_resized

i prawie gotowy kominek

20150612_195648_resized

a dachowcy, którzy utknęli w tym samym korku co szklarze, ale jadąc z daleka, kończyli obróbki odpływów dachowych, rur spustowych; efektowne nowe rusztowania:)

Ten zwariowany czas finiszu prac już prawie się skończył, tylko nas zajęcia nie odpuszczają, bo przeprowadzka, sprzedaż mieszkania, zadomowienie się w nowym miejscu, zorganizowanie sobie całej infrastruktury- to zajmuje całą dobę. Na dodatek moja natura chomika zawsze przygotowanego na trzecią wojnę światową, z zapasami żywności na co najmniej miesiąc do przodu nie ułatwia rozpakowywania..:).

Ps: Nie zdawałam sobie sprawy, że nasz majątek ruchomy stanowią w 90%: klocki lego, książki i buty. Teraz to widzę jak na dłoni. Po co komu tyle klocków?:)

Uroczystość otwarcia

Zanim uzupełnię wpisy, napiszę o poniedziałku, dacie otwarcia ustalonej mniej więcej rok temu:): 15 czerwca. Było z pompą; uroczyście ale i bardzo miło. Nasłuchaliśmy się komplementów, sami też mogliśmy podziękować wielu osobom za długą współpracę przy naszej budowie.  Były przemówienia, przecinanie wstęgi i goście specjalni. Wrzucam fotki, skoro i tak nasz wizerunek jest upubliczniony:).

20150615_132432_resized

20150615_133713_resized

20150615_134928_resized

mąż udziela wywiadu, pewnie ostatniego, dla TV Murator

20150614_161110_resized

Przygotowania do uroczystości rozpoczęły się dzień wcześniej; powoli zaczęły zjeżdżać do nas samochody ciężarowe i osobowe, ustawiając się wzdłuż drogi. Mąż wychodząc przed dom zaskoczony spytał: te wszystkie samochody do nas, czy taki długi korek zrobiliśmy?:). Wyklejanie wnętrza budynku specjalną folią i oznakowywanie kierunków zwiedzania (serio:) ) trwało co najmniej do północy (tzn. ja do tego czasu wytrwałam na budowie) w niedzielę.

20150614_143012_resized

20150614_155438_resized

W ogrodzie z materiałów zgromadzonych na dwóch sporych ciężarówkach sklecono podest a potem całą konstrukcję namiotu. Na końcu dodano dywan. Wyrosła też nam ściana z kwiatów wydzielająca przestrzeń dla gości.   A w poniedziałek od rana finalne szlify, przecieranie kryształów (żartuję, bardziej chodzi o liczne szkło dekoracyjne w naszym domu) i uzupełnianie brakujących dodatków. I uroczystość, która rozpoczęła się w pobliskim pałacyku, po czym wszyscy udali się na naszą budowę by można było oficjalnie „otworzyć” budynek. Taka forma uczczenia 350-lecia firmy Saint Gobain na naszym skromnym podwórku.

Na koniec mieliśmy z mężem poczucie , że jesteśmy w stanie przesuwać góry… dopóki nie dopadło nas zmęczenie po ostatnich ciężkich tygodniach…:).

 

Wielki finał tuż tuż

Został nam ostatni tydzień prac, a trzeba przyznać, że przydałby się  raczej miesiąc. Ale walczymy z czasem dzielnie. W długi weekend przewinęły się 4 ekipy przez nasz dom:), a ja pierwszy raz nocowałam na budowie.

Załączam krótką relację fotograficzną, wpisy nadrobię jak tylko uporam się z nadmiarem innych prac:). Jest o czym pisać, mam nadzieję, że nie umkną mi szczegóły…

20150602_185916_resized_1

20150603_103828_resized

20150603_103849_resized  20150603_103757_resized

20150607_210403

 

 

Posadzka na piętrze

Dziś rano posadzka wyglądała, jakby wykonawcy pomylili się z kolorem:

20150528_110608_resized

Tak wyglądała po szlifowaniu i gruntowaniu żywicą.

Gdy zajrzałam po południu- schła już właściwa warstwa z kolorem, polimerowa:

20150528_151739_resized

20150528_151746_resized

20150528_151804_resized 20150528_151751_resized

Wygląda bardzo jasno, jak złamana biel, pewnie przez mocny połysk ( a jest jasno-szara). Docelowo otrzyma jeszcze po 2 dobach warstwę (impregnatu? wosku?) satynową- wtedy powinna mieć wyraźniejszy szary odcień.

Tymczasem na parterze składane były meble kuchenne…

20150528_143142_resized

Przyjechały do nas chyba w tydzień po złożeniu zamówienia. Laminat efektowny, ładnie prezentuje się na krawędziach. Na razie jest bardzo dobrze…

Prace nad trawnikiem

20150527_110434_resized

powierzchnia pokryta siatką na krety

20150527_164925_resized

rozwożona ziemia na siatce

Przekopując naszą działkę, czy to łopatą czy glebogryzarką, często nachodzi mnie refleksja, że Ci, którzy podejmują się zbudowania domu zupełnie własnymi siłami- albo wymagają od siebie poświęcenia najbliższych lat tej budowie, albo muszą pogodzić się z budowaniem przez lata. Całe przedsięwzięcie wymaga naprawdę wielu rąk i maszyn do pracy, ciężko znaleźć skrótowe rozwiązania. Nasze zasoby siłowe są tylko dokładką, a i tak angażują nasz cały wolny czas.

Ziemia, można powiedzieć, zmieszana z naszym potem, już prawie prawie gotowa do zakładania trawnika. Całość spulchniona glebogryzarką, w miarę możliwości odchwaszczona, z nawiezioną warstwą piasku. Na tym siatka, a na niej sukcesywnie rozwożona przez pana Piotra, naszego ogrodowego pomocnika, ziemia. Pan Piotr ma zdecydowanie więcej siły ode mnie i więcej czasu od mojego męża wobec czego teraz widać postępy z każdym dniem. Ziemię bardzo dobrej jakości, za radą operatora minikoparki, nabyliśmy w lokalnej przesypowni, przemieloną na maszynie,  drobną. Jest taka, jak nasz dawny humus, który znikł w otchłaniach gliny po wszelkich pracach w gruncie.

Dziś jest już rozwieziona pierwsza wywrotka ziemi i przygotowane miejsce na rozłożenie trawy z rolki. Taka będzie frontowa część ogrodu, specjalnie na uroczystość otwarcia; na pozostałej ziemi będziemy siać trawę w najbliższych dniach.

Nasze prace ziemne zbiegły się z naprawą rowu przydrożnego- może teraz nie będzie problemów z wodą?

20150527_110728_resized 20150527_110746_resized

Gotowa okładzina elewacyjna i żaluzje, prace ogrodowe trwają

20150520_094345_resized

20150525_100532_resized

Widok z ławki przy drzwiach wejściowych; zdaje się, że to dobry pomysł, by zaplanować w tym miejscu docelowo siedzenie np. na odpiaszczenie dzieciaków przed wejściem do budynku:)

Bardzo lubimy ten nasz łupek. Pan Marek, który go układał, też lubił sobie przystanąć z dystansu, zmrużyć oczy i analizować rozkład natężenia wzorów- oboje z przyjemnością podziwialiśmy dzieło natury. Po małej nauczce z doborem impregnatu jesienią, kiedy układany był mały fragment na elewacji na piętrze, tym razem postanowiłam dobrać coś odpowiedniejszego.  To znaczy w ogóle nie przyciemniającego: ten kamień najlepiej prezentuje się w formie surowej.

20150520_113757_resized

20150520_113816_resized

 

Budynek zrobił się całkiem poważny- myślę, że kiedy dojedzie do nas zadaszenie tarasu i urośnie zieleń- będzie pogodniej.

Pod koniec zeszłego tygodnia odwiedziła nas ekipa montująca żaluzje fasadowe i już  wszystkie są powieszone:

20150521_163219_resized

20150521_161726_resized

A ja w tygodniu mam zakaz zajmowania się ogrodem, by zdążyć skoordynować wszelkie niezbędne prace do otwarcia. Z tego też powodu piszę na blogu mało, choć jest o czym opowiadać; przez to niestety umyka mi wiele ciekawych drobnostek, o których warto byłoby wspomnieć.

Za to w weekend mogłam sobie pofolgować w terenie. Nie tylko ja: do pomocy zwołaliśmy rodziców i wspólnymi siłami pracowaliśmy nad glebą. Wcześniej działkę przekopaliśmy glebogryzarką, przesypując trochę naszą glinę piachem. Potem grabiąc i równając teren dodaliśmy jeszcze sporo piasku, bo ziemia wciąż mocno zbijała się w twardą skorupę. Po przekopaniu została nam niezła sterta uzbieranych kamieni. W międzyczasie pierwszy młody człowiek zatrudniony do pomocy przy pracach ziemnych „wykruszył się”, ale nasz niezastąpiony pan Marek od wykończeniówki przywiózł nam nowego pracownika, na dodatek osobiście wspiera go merytorycznie, co nas bardzo odciąża. W ciągu dzisiejszego dnia cały teren został jeszcze dosypany piaskiem i przegrabiony, a na koniec większa część podłoża została wyłożona siatką na krety. Oby ta siatka działała, bo ledwo przekopałam kawałek ogródka na warzywa, a już w tym miejscu pojawił się krecik i zaczął nieść zniszczenie.

20150526_111243_resized

20150526_114008_resized

pierwszy pas siatki

Jutro przyjedzie pierwszy samochód z ziemią na siatkę.

Teraz prace nabiorą takiego tempa, że musiałabym codziennie pisać, by uchwycić każdy wątek: np. w ogóle jeszcze nie pisałam o posadzkach na piętrze, a tam większa część jest już wykonana. Między innymi wszelkie miejsca dylatacji są „pozszywane”, żeby cała posadzka stanowiła jedną powierzchnię bez żadnych łączeń. Dziś była szlifowana i impregnowana, niedługo będzie wylewana ostatnia jej warstwa.

Zostaje trzymać kciuki, by ta nasza układanka nie rozsypała się jak źle ustawione domino:

Dziś już przyjechały do nas meble kuchenne, w czwartek będą montowane, bo jutro dojedzie sprzęt agd.

Pojutrze będzie nakładana struktura na ogrodzenie frontowe, w piątek montowana brama, furtki i panele na froncie.

Dojechały do nas wyczekiwane parapety wewnętrzne, w produkcji jest reszta elementów szklanych.

Produkuje się zadaszenie do elewacji południowej.

Ekipa od dachu niemal umówiona na dokończenie prac.

Hydraulik podłączy wszystkie urządzenia w sobotę i wreszcie będziemy mogli zająć się pomalowaniem garażu z zewnątrz.

…I chyba tylko ja nie nadążam z dostarczaniem odpowiednich produktów i materiałów na budowę, i z wszelkimi zadaniami koordynacyjnymi. Ale próbuję gonić resztę fachowców:).

 

 

Gotowe posadzki na parterze

20150518_095622_resized

salon, efekt końcowy

Było przy nich sporo pracy: naprawy spękań obecnej szlichty, ustawienie dylatacji, gruntowanie, wylanie materiału, a potem szlifowanie i szlifowanie… do późnej nocy. 5 bardzo intensywnych dni- pewnie minimum 7 w trybie zwykłym.

Całkowicie zdałam się na doświadczenie szefa ekipy posadzkowej.  A mąż na mnie, zakładając, że może przekona się do tego rodzaju posadzki. W czasie szlifowania był trochę przerażony, ale potem stwierdził, że taki beton mu odpowiada. Uff:).

Ja wiążę z nim ogromne nadzieje eksploatacyjne. Kiedy np. myślę o moich dzieciach, które, jak co dzień, wpadną do domu wytarzawszy się chwilę wcześniej w piaskownicy. Albo kiedy będzie po niej hasał nasz niebawem nabyty kocur. Milion powodów, by ta posadzka była trwała, łatwa do konserwacji i ewentualnych napraw. I taka (mam nadzieję) jest. Wybraliśmy system Weber, posadzkę 4650, odcień G20 (najpopularniejszy, odcień zbliżony do naturalnego betonu).

Wnętrze zaczyna nabierać charakteru:

20150518_094805_resized

20150518_094924_resized

20150518_095437_resized

Po przeszlifowaniu posadzka nabrała głębi.  Samo wylanie masy dało dużo bardziej jednolity i jaśniejszy odcień:

20150515_142916_resized

Odcień posadzki przed szlifowaniem to wspólny mianownik z piętrem: tam będzie bardzo podobna nawierzchnia.

 

Nawodnienie

W trakcie prac

W weekend działały u nas trzy ekipy, jak na wolne dni przystało:). Wszyscy czujemy już zbliżający się termin oddania i powoli łapie nas nerwowa atmosfera. Pan Marcin z pracownikami szlifował posadzki, Pan Marek i Pan Krzysztof na elewacji montowali łupek, a w ogrodzie działał mąż  z Panem Grzegorzem i ekipą rozkładającą nawodnienie działki. Dziś, we wtorek, system jest już prawie gotowy- brakuje w nim kilku elementów. Podłączona jest też docelowa pompa, która stanowi miłą odmianę po tej budowlanej, działającej resztkami swych sił.

W piątek wpakowałam się w niezłą kabałę ogrodową i za radą życzliwej Pani w wypożyczalni („Pani sobie spokojnie da radę z tym sprzętem, to właściwie jest jak kosiarka”) wypożyczyłam glebogryzarkę aby o własnych siłach spulchnić glebę pod trawnik.  Ledwo to zmieściło się mi do samochodu- to raczej ręczny mini traktorek niż kosiarka.

20150518_091758_resizedm

wersja złożona do zapakowania na samochód

A potem było już tylko gorzej. Choć nie mogę zaprzeczyć, bardzo wesoło. Lub raczej komicznie:). Wystarczyło, że spojrzałam na siebie z zewnątrz i już zwijałam się ze śmiechu:). Jak już poznałam zasady pracy tego ustrojstwa- rozpoczęłam gonitwę po terenie za sprzętem:). Rwało się to do przodu bardziej niż chciałam; wyglądałam, jakbym powstrzymywała resztkami sił narowistego konia:). By mój honor nie ucierpiał za bardzo- pomęczyłam się jakieś pół godziny (pierwsze 10 minut było wielkim wyczynem) i zadzwoniłam po męża:). Ledwo byłam w stanie, tak mi ręce drżały- okazało się, że pewnych partii mięśni na wysokości przedramion najwyraźniej nie posiadam, lub są w zaniku. Ale dokładnie poczułam, czego mi brakuje:).

Na szczęście nie muszę już porywać się z motyką na słońce- udało nam się znaleźć osobę, która pomoże w fizycznych pracach ogrodowych. Poszukiwania wśród firm zakończyły się fiaskiem- żadne kwoty dwucyfrowe za ogród u nas nie wchodzą w rachubę- a tak były wyceniane wszelkie tematy, jak choćby rozłożenie siatki i rozsypanie na niej ziemi (nawet, jeśli miałaby w tym pomagać wynajęta przeze mnie minikoparka).  Również wysoko ceniły się firmy specjalizujące się w nawodnieniu; i choć na zdrowy rozum można by założyć, że z naszym ogrodem uporałaby się nieduża ekipa w 1 dzień i trochę, to wynagrodzenie w żadnej z firm lokalnych (zakładam ewentualną potrzebę kontaktowania się w przyszłości- musi być firma z bliska) nie schodziło poniżej 2,5 tys zł.  Materiał oczywiście kupiony powinien być w tej samej firmie- jak nie, to robocizna będzie droższa.

Temat rozwiązał się przy okazji nabywania pompy, hydroforu i osprzętu hydraulicznego w sklepie w Pruszkowie. Sklep mogę polecić, bo rzeczywiście ma najlepsze ceny, jakie znalazłam, dobrą obsługę (1 element zwracałam bez paragonu) a pracownicy chętnie doradzają. Przez te ceny jest tam jak w ulu:), ale bardzo na poziomie. W oko wpadł mi zaprezentowany na regale system nawodnienia, którym, jak się okazało- też handlują. Eureka!. Tak oto nabyłam w najtańszy z możliwych sposobów markowy produkt (dokładnie 30% taniej, niż gdziekolwiek indziej) i zostałam przekierowana do profesjonalisty, który zgodził się na normalnych warunkach cenowych zainstalować go na naszej działce. Mało tego, Pan Grzegorz naprawdę przyłożył się do tego, by cały projekt spełniał nasze wymagania.